Zanim podejmiesz się wykonania zlecenia

Hura! Wreszcie klient, który znalazł nas przez naszą stronkę! Naturalnie gratulujemy, ale postaraj się na chwilę opanować swój entuzjazm i zanim zobowiążesz się do czegoś konkretnego, sprawdź, kto zacz. Z przykrego doświadczenia wiemy, że nawet fakt posiadania podpisanej umowy oraz pełnych danych zleceniodawcy, nie zawsze uchroni nas przed stratą finansową, a w każdym razie może przyprawić nas o kilka siwych włosów na głowie. A zatem, okazuj entuzjazm i ciesz się zleceniem, ALE jednocześnie sprawdź, z kim masz do czynienia.

Opóźnione płatności

Przede wszystkim warto przejrzeć internet pod kątem doniesień o opóźnieniach w zapłacie od tego klienta albo, nie daj Bóg, o niemożności ściągnięcia należności. Opinii o klientach indywidualnych szukaj w komentarzach na serwisach ze zleceniami, na Allegro, poczytaj wypowiedzi na Goldenline, NK lub Facebooku. Postaraj się odszukać posty tej osoby na jakimś forum czy blogu. W przypadku firm warto sprawdzić poprawność numeru NIP lub KRS w niezależnych źródłach. Przejrzyj serwisy w rodzaju Rzetelna Firma lub fora branżowe. Wśród tłumaczy funkcjonuje na przykład specjalna utworzona do tego celu grupa dyskusyjna na Yahoo o nazwie Problemy-Płatności-Tłumacze. Naturalnie wszelkie internetowe opinie zwłaszcza z anonimowych kont trzeba jeszcze przefiltrować, ale w tym przypadku ewidentnie lepiej wiedzieć więcej niż mniej. Jak to mówią, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą tudzież nie ma dymu bez ognia, a skarbnica przysłów polskich na pewno podsunie jeszcze kilka równie trafnych określeń na to zjawisko.

Atmosfera pracy też ma znaczenie

– Tak, słucham.
– Po ile masz strony?
– Eeeee…. ale jakie strony?
– No Boże, internetowe (niemalże słyszysz jak gałki oczne twojego rozmówcy wykonują efektowny piruet w oczodołach). To jaka jest cena?
– No wie Pan (jakoś Ci tak głupio walić od razu na „ty”), to zależy od wielu czyn…
– To nie znasz własnego cennika? Boże, co za ludzie. Jak wy możecie tak pracować?!
– Panie, strony internetowe to nie ziemniaki! – w końcu nerwy Ci puszczają, ale facet już się rozłączył.

No dobrze, aż tak ekstremalnie nigdy nie było, ale trzeba przyznać, że niektórzy biznesmeni kulturą osobistą nie grzeszą. Bywają też osoby, które z powodu jednej literówki w kilkunastostronicowym tłumaczeniu napiszą do Ciebie całą epistołę, podkreślającą twoje braki intelektualne oraz nieznajomość ortografii i interpunkcji, grożąc drastycznym obniżeniem wynagrodzenia za rażące błędy. Dla niektórych z kolei normalne jest wykrzyczenie swojej frustracji w słuchawkę. W takiej sytuacji na szali masz, czasami nawet całkiem niezłe, wynagrodzenie a na drugiej swój rosnący poziom stresu, kiedy każdy telefon albo mail przyprawia Cię o przyspieszone bicie serca. Na szczęście klient nie jest twoim szefem i Ty masz całkiem prosty wybór, chociaż przygotuj się na kilka miłych słów z jego strony na zakończenie współpracy.

Zbiory rozłączne

Nie macie czasem podczas rozmowy z klientem (ewentualnie oglądając sprawozdanie z Sejmu) wrażenia, że właśnie na ziemi pojawili się kosmici? I mimo że teoretycznie rozmawiacie w tym samym języku, zupełnie nie możecie się dogadać? Ja nazywam to syndromem niestykających się ze sobą galaktyk. Każde z nas ma zupełnie inną wizję, inne problemy wydają się ważne a inne całkiem nieistotne (najczęściej zależność ta jest odwrotnie proporcjonalna, co rodzi nadzieję, że chociaż na średnim poziomie trudności w końcu się spotkamy) albo po prostu kompletnie się nie rozumiecie i trafiacie na komunikacyjny zator. To może znacznie utrudnić, jeśli nie uniemożliwić współpracę. Najprostsza rada to poszukać tłumacza lub mediatora, który będzie w stanie wyjaśnić stronom, o co chodzi. Warto podpytać klienta, czy ktoś taki nie znalazłby się po jego stronie: „To może najprościej byłoby, gdybym porozmawiał/a z Państwa informatykiem?”. Może to być szczególnie pomocne, jeśli rozmawiasz z wszystkowiedzącym prezesem, który na przykład myli CSS z CMS lub SEO z CEO. Inna możliwość to poprosić znajomego/ą, optymalnie wspólnika czy sprawdzonego partnera o rozmowę z klientem w naszym imieniu – być może on/a będzie w stanie łatwiej się z potencjalnym zleceniodawcą zrozumieć. Udało się? Świetnie! W takim razie szykuj umowę.

Powiązania kapitałowe

To, o czym teraz napiszemy będzie nieco makiaweliczne. Otóż, warto prześwietlić naszego klienta również pod kątem posiadanych przez niego firm/stron internetowych/zaangażowania w danego rodzaju działalność/wieku. Może nam to dać obraz jego ogólnego statusu finansowego i – jeśli brak takowych informacji w internecie – potencjalnie ostrzec przed zleceniodawcą niewypłacalnym. Z drugiej strony może nas to też uchronić przed podaniem żenująco niskiej stawki. Niektórym może się to wydać nieprawdopodobne, ale dla pewnej grupy klientów zbyt niska cena usługi także bywa sygnałem ostrzegawczym i sugeruje, że zleceniobiorca jest mało poważny. Wyobraźmy sobie dużą firmę programistyczną, świadczącą usługi dla klientów z zagranicy, która otrzymuje propozycję wykonania ikon do programu za 0,20 zł sztuka… Dla dużego klienta taka oferta jest naprawdę dyskwalifikująca. A zatem przygotowując ofertę pamiętaj o tym, że oprócz ceny maksymalnej obowiązuje też cena minimalna.

zdjęcie pochodzi z flickr.com

Jeszcze jakieś pomysły? Forum czeka.