Freelancerska grupa wsparcia

„Hi, my name is John and I’m a freelancer.” – tak moglibyśmy się witać na naszych spotkaniach dla osób uzależnionych od freelance’u. Czy rzeczywiście freelancerzy tak bardzo potrzebują wzajemnego wsparcia i podnoszenia się na duchu? Jeśli weźmiemy pod wagę powszechne mity, jakie panują o naszym zawodzie, o czym pisaliśmy tutaj, to faktycznie świadomość: „Nie jesteś sam.”, może dać nam siłę, aby robić swoje dalej i nie przejmować się kąśliwymi uwagami otoczenia.

zdjęcie pochodzi z flickr

Wspólna dola łączy

Mimo iż każdy z nas ma inny zawód i zajmuje się czymś innym, specyfika naszej pracy od zlecenia do zlecenia łączy nas znacznie bardziej niż etatowców. Dlatego właśnie copywriter w dużym stopniu zrozumie, o czym mówi grafik, a programista może sobie przybić piątkę z tłumaczem lub chociażby pracującym jako wolny strzelec architektem. Wszyscy mieliśmy klientów, z którymi negocjacje szły jak po grudzie oraz takich, którzy bardzo opornie regulowali płatności. Być może trafili nam się też zleceniodawcy-oszuści, którzy nie zapłacili w ogóle.

Co piąty pracujący Polak wolnym strzelcem

A jednak ponoć bycie freelancerem jest obecnie pożądanym sposobem zarobkowania. Przynajmniej tak twierdzi firma doradcza Kelly Services, z której badań wynika, że około 20% Polaków pracuje jako freelancer (za Rzeczpospolitą). Być może chodzi tu jednak o osoby, które jako freelancerzy dorabiają do pensji na etacie. Ale takim wolnym strzelcom konieczność uregulowania stałych opłat nie spędza chyba aż w takim stopniu snu z powiek jak tym, którzy żyją od przelewu do przelewu. Kiedy zaś w telefonie zapada głucha cisza, a na maila przychodzą tylko spamy, zaczynamy kombinować skąd wziąć kolejne zlecenia i jesteśmy bardziej skłonni wykonać projekt znacznie taniej, byle tylko mieć coś do roboty. I tu właśnie przydałoby się wsparcie kolegów.

Umysł silniejszy niż ciało

Niestety, żeby pracować jako freelancer musisz mieć sporą odporność psychiczną i dobrze radzić sobie z lżejszymi i mocniejszymi kopniakami od losu a raczej rynku. Nie każde zapytanie ofertowe kończy się zleceniem, ale to nie powód, żeby nie przykładać się do wyceny, bo „i tak pewnie wybiorą kogoś innego, a mi tylko zawracają głowę”. Z takim myśleniem na pewno daleko nie zajedziesz.

¡No pasarán!

Także zbijanie cen, kiedy na rynku posucha, jest szalenie krótkoterminową strategią, bo ZAWSZE znajdzie się ktoś tańszy. Ktoś, kto dopiero wchodzi na rynek i nie ma aż tylu zobowiązań miesięcznych co Ty. Dla Ciebie praca za 80% a co gorsza 50% stawki jest olbrzymim krokiem w tył. Nie chcesz chyba zaprzepaścić tego, na co tak długo pracowałeś/aś? A poza tym redukując cenę, niebezpiecznie zbliżasz się do granicy opłacalności swojej pracy, kiedy pożyczka od rodziny na ZUS naprawdę może stać się jedynym rozwiązaniem.

Tu dział windykacji Jana Kowalskiego

Nie masz siły sam/a windykować i powoli zastanawiasz się, czy nie rzucić tego wszystkiego w diabły? Zatrudnij firmę albo poproś o wystąpienie w twoim imieniu bardziej asertywnego znajomego. Nie bój się też wystąpić na drogę sądową. Mając wszystkie potrzebne papiery czyli umowę i korespondencję, najprawdopodobniej załatwisz sprawę szybciej, niż Ci się wydaje i uzyskasz sądowy nakaz zapłaty.

Możesz też po prostu wywnętrzyć się na forum. Jednym słowem: „You’re not alone John…”