Kim NIE jest freelancer

Zdarzyło Wam się na pewno zderzyć z błędnym wyobrażeniem o naszym zawodzie. Klienci, znajomi, rodzina nie wiedzieć czemu pielęgnują jakieś utarte przekonania o tym, kim jesteście i czego można od Was oczekiwać, a Wy musicie wyprowadzać ich z błędu i udowadniać, że wcale nie jesteście już nie tyle wielbłądem, co ostatnim łosiem. Jeszcze gorzej, jeżeli takie myślenie udzieli się nam samym i zaczniemy usilnie się zastanawiać, co my robimy ze swoim życiem. Dlatego w sześciu prostych punktach o tym, kim freelancer na pewno NIE jest!

zdjęcie pochodzi z flickr.com

1. Bezrobotnym

Mamy pracę. Nasza praca to nasze zlecenia. To, że nie mamy szefa, na którego możemy narzekać, nie mamy sztywnych godzin pracy i nie tracimy kilku godzin dziennie w korkach ulicznych, żeby dojechać do biura – to wszystko NIE znaczy, że jesteśmy gorszą kategorią pracowników. Jeśli już, to mamy nawet lepiej.

2. Człowiekiem, który ma za dużo czasu

Klient nierzadko zakłada, że jesteśmy ostatnimi leniami, którzy czasu mają aż nadmiar i nie marzą o niczym innym, jak tylko o tym, aby spędzić go nad jego zleceniem. Musimy nauczyć się cenić swój czas – ponieważ nasze główne zasoby to właśnie nasz czas i umiejętności. Kiedy tylko możesz, uświadamiaj klientom, że twój czas jest cenny i, że masz też inne zlecenia i obowiązki.

3. Człowiekiem, który zrobi najtaniej

Owszem, mamy mniejsze koszty prowadzenia działalności, więc posiadamy konkurencyjne ceny. Ale to prowadzi do absurdalnych sytuacji, gdy czasem proponując rozsądną stawkę, słyszymy: „Czemu tak drogo?”. Jednak nadmiernie obniżając ceny, psujemy rynek. Dlatego róbmy rzetelne wyceny i uzasadniajmy klientom, czemu nasza praca tyle właśnie kosztuje.

4. Człowiekiem, który zrobi gorzej

Nie ma chyba bardziej irytującego przekonania, często panującego wśród potencjalnych zleceniodawców. Jak każdy miewamy gorsze dni albo chwilowy brak weny, ale generalnie zawsze chcemy wykonać dobrą robotę. Mamy wiedzę i talent. Pracujemy na swoją markę… i na swoje wakacje na Karaibach. Bywa jednak i tak, że to nam zależy na dobrym wykonaniu bardziej, niż klientowi, który chce po prostu szybko zamknąć sprawę.

5. Wszechwiedzącym

Stąd chyba te wszystkie zlecenia, które klienci streszczają w jednym zdaniu: „Potrzebne teksty na stronę, branża budowlana.” Zleceniodawcy mają dziwne przekonanie, że reszty się domyślimy albo potrzebne informacje znajdziemy sami. Być może liczą też, że doznamy boskiego oświecenia lub połączymy się z nimi telepatycznie. Do dobrze wykonanego zlecenia potrzebujemy szczegółów, potrzebujemy materiałów, potrzebujemy konkretów. Więc nie bójmy się ich żądać.

6. Oszustem

Czy też tak macie, że czujecie wewnętrzną odrazę, gdy klient pyta: „A jaką mam gwarancję?” Od tego są umowy, referencje i portfolia, no i wreszcie zwykła ludzka przyzwoitość, żeby nie trzeba było na każdym kroku udowadniać, że nie jesteśmy ostatnim łajzą i złodziejem. Owszem, w każdym koszyku zdarza się zepsuty owoc, ale tak jest po obu stronach barykady. Wszyscy mamy przecież przynajmniej jedną historię o nieuczciwym kliencie. Wniosek? Szanujmy się, zakładajmy, że jesteśmy uczciwymi ludźmi i piętnujmy naciągaczy.

Freelancer NIE jest jeszcze wieloma innymi osobami.

Na pewno JEST za to przynajmniej jednym: niezależnym specjalistą w swojej dziedzinie. I na taki wizerunek naszego fachu pracujmy.