Siedem grzechów Freelancera

1. No, jeżeli uważa Pani, że znajdzie kogoś lepszego czyli Pycha

Dlaczego pycha jest zgubna dla freelancera? Nastawienie kontrahentów diametralnie się zmienia, kiedy przekroczymy cienką granice między dumą z własnych osiągnięć a często złudnym i aroganckim przekonaniem, że jesteśmy nieomylni, nasze prace są najlepsze na świecie, a zleceniodawca powinien w zasadzie czuć się zaszczycony, że zgodziliśmy się dla niego pracować. Ta drobna różnica, kiedy klient stwierdza, że zbyt wysoko cenimy swoje kompetencje, jest momentem przełomowym. Kontrahent czuje się oszukiwany, a to podważa naszą wiarygodność, nie mówiąc już o tym, że nikt nie lubi pracować z zadufanymi w sobie bubkami, którzy nie przyjmują najlżejszej krytyki.

Zdjęcie pochodzi z flickr

2. No, ale za te poprawki to muszę doliczyć ekstra czyli Chciwość

Cóż złego w tym, że lubimy pieniądze? Nic, oczywiście, o ile pieniądze nie przesłaniają nam wszystkiego innego. Pamiętajmy, że nasze interesy w tej materii, diametralnie różnią się od priorytetów klienta, który potrzebuje dobrej jakości usługi za możliwie niską cenę. Czasem w związku z tym naprawdę dobrze jest udzielić „rabaciku” (np.: 3%) i zrezygnować z kilku czy kilkudziesięciu złotych, co da klientowi poczucie, że jest dla nas ważny, a poza tym – jak każdy rabatowy program lojalnościowy – bardziej go do nas przywiąże. Jednym słowem rabat dziś, może przynieść nam nowe zlecenie jutro. Co oczywiście wcale nie znaczy, że mamy dać się wykorzystywać i pracować za półdarmo.

3. To pewnie oni skopiowali ode mnie czyli Nieczystość zagrań

Czy istnieje coś takiego, jak etyka zawodu freelancera? Jakiś czas temu podjęte zostały próby stworzenia kodeksu freelancera, jednak inicjatywa ta ciągle jeszcze jest mało znana. Generalnie zasady są proste i zbieżne ze starym ludowym porzekadłem, które mówi: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Chodzi więc po prostu o to, aby postępować uczciwie (co tyczy się także naszych kolegów po fachu i niedopuszczalności plagiatu) i tego samego oczekiwać od drugiej strony. Niby jest to bajecznie proste, ale wiele osób ma z tym problemy.

4. Widziałeś, co on za obciachy ma w portfolio czyli Zazdrość

Poczucie współzawodnictwa mobilizuje, ale chorobliwa zazdrość może paraliżować jakiekolwiek poczynania. Jeśli więc większość czasu przeglądasz oferty konkurencji, śledzisz blogi i tropisz nowości w portfolio, nie zostaje Ci chyba zbyt wiele godzin na pracę. To dobrze wiedzieć, co w trawie piszczy, ale nie może to stać się Twoją obsesją, bo chorobliwa zazdrość i ciągłe porównywanie się z innymi rodzi frustrację i jest w związku z tym uczuciem szalenie destrukcyjnym.

Formą zazdrości jest też szkalowanie konkurentów na forach internetowych, korzystając z anonimowości. Takie wzajemne podgryzanie się bardzo źle wpływa na środowisko freelancerów i opinie na jego temat.

5. Dobrze, na kiedy czyli Nieumiarkowanie

Doba ma tylko 24 godziny. Jeżeli weźmiemy sobie na głowę więcej zleceń, niż jesteśmy w stanie przerobić, to nie dość, że odbije się to na naszym zdrowiu, to jeszcze zepsujemy sobie reputację. Nie zdążymy zrobić więcej, niż to możliwe. To typowy grzech młodych freelancerów, choć oczywiście bardziej doświadczeni też czasem go popełniają. Przyznajmy, że nie zawsze udaje nam się mierzyć siły na zamiary.

6. Co za debil czyli Gniew

Możemy się gniewać na kumpli, możemy być źli na siebie, ale nie wolno nam tego robić w pracy. To nieprofesjonalne.
Jako freelancerzy jesteśmy niemal stale wystawieni na próbę. Przez kontrahentów, którzy nie zawsze chcą płacić w terminie, przez podwykonawców, nie potrafiących sprostać wymaganiom, mimo że zapowiadali że wszystko będzie gotowe na czas. Nie trudno stracić do nich wszystkich cierpliwość. Jednak na gruncie zawodowym musisz zachować zimną krew. A na irytujących współpracowników co najwyżej ponarzekać w gronie przyjaciół.

7. Dzisiaj już mi się nie opłaca do tego siadać czyli Lenistwo

Wiele osób ceni sobie w zawodzie freelancera nienormowany czas pracy i świadomość, że pewne rzeczy można zrobić wtedy, kiedy samemu wybierze się na to czas. Oczywiście łatwo w ten sposób wpaść w pułapkę wiecznego spychania roboty na później. Efekt to zawalenie terminu lub oddanie delikatnie mówiąc niedopracowanego projektu, a czasem zwykłego chłamu. Poza tym w ten sposób raczej nie uda nam się w ciągu miesiąca zarobić na wszystkie rachunki. Dlatego warto najpierw skończyć zlecenie, a dopiero potem oddawać się słodkiemu lenistwu.