Zawiesił mi się komputer…

… czyli TOP 15 wymówek freelancerów, którzy nie dadzą rady oddać pracy na czas.

Czujesz, że nie masz szans wyrobić się z terminem? Jakość wykonania mocno odbiega od początkowych ustaleń? Zlecenie Cię przerosło i utknąłeś/utknęłaś w połowie? A może w ogóle nie udało Ci się zrealizować projektu? Musisz więc wymyślić dla siebie jakieś dobre usprawiedliwienie, przecież nie będziesz dzwonić do klienta, żeby powiedzieć mu prawdę? Pal licho jego czas i koszty, skoro twój zadek będzie bezpieczny… Oto nasz krótki ANTY-poradnik.

zdjęcie pochodzi z flickr

1. Metoda na strusia czyli udawanie, że nas nie ma

Polega ona na nieodbieraniu telefonu, nieodpisywaniu na maile ani smsy, wyłączeniu komunikatorów i przyczajenie się, aby przeczekać atak rozwścieczonego niczym huragan klienta. Wada tej metody jest taka, że zdeterminowany klient może zacząć Cię szukać wszelkimi możliwymi metodami. Przez twoich obecnych i byłych klientów lub pracodawców, a nawet rodziców, dziadków, partnerów/małżonków czy znajomych. Na Facebooku, Naszej Klasie i Goldenlinie. Na forach branżowych i hobbistycznych, na których się udzielasz. W rezultacie szum wokół twojej zaginionej osoby może być na tyle duży, że ciężko będzie go wyciszyć. A wtedy będziesz się musiał/a nieźle nagimnastykować, zanim ktoś znowu Ci zaufa.

2. Nie dostał Pan mojego maila? A przecież wysłałem pół godziny temu… czyli „problemy z serwerem”

Wszyscy wiemy, że poczta elektroniczna płata nam czasem figle. Maile trafiają do spamu, znikają załączniki lub nie dają się otworzyć albo wiadomość w ogóle nie dochodzi. Ta zawodność to zatem świetny unik dla migających się od terminu freelancerów. Ale uwaga! Klient może zwrócić Wam uwagę na bardzo proste rozwiązanie: założenie sobie konta na dowolnym darmowym serwerze i wysłanie plików z niego. Może też być na tyle bezczelny, żeby podać Wam dane swojego serwera ftp i żądać przesłania projektu w ten sposób.

3. Nie wiem, co się dzieje, ale nie mogę się w ogóle połączyć z siecią czyli „problemy z internetem”

Zwalanie opóźnienia na brak internetu jest znacznie efektywniejsze niż symulowanie trudności z serwerem. Czasami uzyskamy w ten sposób odroczenie wyroku (No dobrze, to proszę wysłać, jak tylko będzie Pan/i mógł/mogła), ale część klientów będzie uważała, że powinniśmy stanąć na głowie, żeby tylko dotrzeć do komputera podłączonego do internetu, choćby w kafejce internetowej. Nie rozwiązuje to twoich problemów? Patrz punkt pierwszy – w końcu zniknąć z powierzchni ziemi można zawsze. Jeśli natomiast w tym samym czasie aktywnie komentujesz statusy znajomych na swoim publicznym profilu na Facebooku albo udzielasz się na innym portalu, z którego korzysta także twój klient, to pozostaje nam tylko pogratulować Ci inteligencji.

4. Ach, ta technika czyli stający okoniem software i hardware

To prawda. Na naszym sprzęcie komputerowym nie możemy niestety polegać w stu procentach, stąd chyba najczęściej to właśnie na problemy z komputerem zwalamy poślizg w terminach realizacji zlecenia lub jego niedostateczną jakość. Możliwości do wyboru jest wiele: niepoprawnie zapisany plik, który obecnie jest uszkodzony, twardy dysk, który po prostu nie pracuje, zalany kawą laptop i wersje dla bardziej kreatywnych: zepsuty wiatraczek, który powoduje błyskawiczne przegrzewanie się maszyny, czy wreszcie opowieść o naszych nocnych przygodach z systemem, który się wyłożył i trzeba go było o trzeciej nad ranem ponownie instalować…

 5. Brak innych pomysłów czyli wirusy komputerowe

Tak, tajemnicze i wredne wirusy to bardzo wygodne usprawiedliwienie. W końcu nie musimy dokładnie wiedzieć, jak działają i co robią, skoro „u nas przykładowo trojany usuwają załączniki z maila”. Ktoś będzie na tyle odważny, żeby Ci zarzucić, że to nieprawda? Argumentu tego jednak nie powinno się używać częściej niż raz na pół roku – w końcu kto przy zdrowych zmysłach trzyma na komputerze wirusy? A poza tym możesz w ten sposób w ogóle pożegnać się ze zleceniem. Klient może obawiać się bowiem, że wirusy w końcu do niego dotrą przez załącznik.

6. Praca przy ogarku czyli brak prądu

Kolejna wymówka z serii „ach, ci dostawcy mediów”. Przerwy w dostawie energii oczywiście się zdarzają, a i bateria nawet najbardziej wypasionego laptopa także ma kres swoich możliwości, ale z reguły w mieście tego rodzaju problemy usuwane są w ciągu minut, ewentualnie w godzinę lub dwie. Gorzej bywa w mniejszych miejscowościach lub na wsi, szczególnie jeśli kataklizm zerwie linie energetyczne, ale i tutaj odpowiednie służby raczej starają się sprężać. Jest to więc metoda na odwleczenie terminu maksymalnie na pół dnia. Plus jest taki, że wcale nie musisz wtedy dzwonić i uprzedzać klienta o obsuwce. W końcu to normalne, że przy braku prądu telefony komórkowe mają dziwną tendencję do tego, żeby akurat „się rozładować”…

7. Jutro na pewno będzie czyli pseudoprofesjonalizm

Być może należysz do tej grupy freelancerów, którzy zawsze przekładają termin i „właśnie” kończą, po czym zapadają się pod ziemię. Owszem na ogół od razu odbieracie telefon bądź odpowiadacie na maila lub sms, ale przyznajcie to sami – wasza pozorna skrucha i solenne zapewnienia, że to się już nie powtórzy, to słowa rzucane na wiatr. Być może zadziała to na nowego klienta, który pomyśli, że po prostu jest to jednorazowa sytuacja i macie za dużo na głowie. Ale cierpliwość nawet najbardziej wytrwałego klienta może się kiedyś skończyć. A wtedy żegnajcie nowe zlecenia, a może nawet zapłata za stare, do których wreszcie usiedliście. W końcu przy braku odzewu przez tyle czasu klient mógł uznać, że już dla niego nie pracujecie.

8. Żywioły czyli ostatnio zawsze modne burze, powodzie i śnieżyce

Polskę nawiedzają w ostatnich latach coraz bardziej gwałtowne zjawiska pogodowe, które dają duże pole do popisu dla migających się od terminów freelancerów. Będziesz mieć wobec swojego klienta jeszcze większe fory, jeśli dodatkowo uda Ci się wypowiedzieć w telewizji, jako ofiara niszczycielskiego żywiołu. A więc do dzieła, kariera w filmie murowana. Możesz też po prostu zostać łowcą burz czy innych kataklizmów i być wszędzie tam, gdzie nie da się akurat pracować.

zdjęcie pochodzi z flickr

9. Pies zjadł mi pracę domową czyli ingerencja osób trzecich

Często jeśli sami nie potrafimy się przyznać do błędu, zwalamy winę na innych. A to mama nie obudziła Cię na czas. Wspólnik źle zapisał numer telefonu do klienta. Młodsza siostra podstępnie zakradła się do pokoju i skasowała pliki. A może sąsiad Was zalał i woda z góry kapała akurat na twój laptop? Nie wspominając już o bezpańskim kocie, dokarmianym przez wredną staruszkę z naprzeciwka, który upodobał sobie na drzemkę przytulne miejsce pod twoim autem i nie pozwolił Ci w porę ruszyć na spotkanie, bo najpierw musiałeś położyć się na asfalcie, aby go wyciągnąć, a następnie wrócić do domu, żeby się całkiem przebrać itd, itp. Nagroda Nike z całą pewnością już na Ciebie czeka.

10. Robienie z klienta idioty czyli rżnięcie głupa

„Ale jakie tłumaczenie? Ja nie odebrałam tego maila…”, „Layout miał być na dziś? Nie przypominam sobie takiej rozmowy telefonicznej”. Ewentualnie z trochę innej strony: „No przecież dzwoniłam, że szkolenie w tym terminie nie jest możliwe, proszę zapytać sekretarki. Ja w końcu nie mogę odpowiadać za przepływ informacji w państwa firmie…”. No cóż, jeśli wystarczająco długo będziecie szli w zaparte, być może sami uwierzycie, że tak właśnie było, a wtedy z oburzeniem i uporem godnym lepszej sprawy będziecie bronić swoich „racji” także na forum publicznym (lub, co całkiem prawdopodobne, forach, starając się dowieść, że to Wy w tym sporze jesteście niewinną ofiarą).

11. Metoda na współczucie 1 czyli śmierć w rodzinie

Twoja babcia ma się jeszcze świetnie? Dla bardzo zdeterminowanych krętacz to nie problem. Biedna pięćdziesięciokilkuletnia staruszka może przecież opuścić ten padół w każdej chwili. Tym bardziej, żeby ocalić Ci skórę. W końcu, czego się nie robi dla ukochanego wnusia? Poza tym, kto to sprawdzi, prawda? A jednak. Stara prawda mówi, że kłamstwo ma krótkie nogi i może się w tym wszystkim okazać, że w niedługim czasie zmarły aż trzy twoje, niezwykle bliskie Ci babunie.

12. Metoda na współczucie 2 czyli dziecko w szpitalu

Nie boisz się kusić licha, to opowiadaj o tym, jaki to dramat przeżywasz jako rodzic. Zawsze pozostaje też opcja przedstawiania sytuacji tak, żeby wydawała się groźniejsza niż w rzeczywistości. Czyli nie pediatra a pogotowie, nie ból gardła, a złamanie ręki, nie na umówionej wcześniej wizycie, a znienacka w środku nocy etc. Fakt, że w ten sposób, dzięki półprawdom, łatwiej zapanować nad naszą historią, ale i tak musisz się pilnować, żeby nie spalić swojej przykrywki, mówiąc na przykład, że numerek przed Wami bezczelnie się wepchnął.

13. Choroba własna

Boisz się złośliwości losu? Możesz w takim razie sam próbować się wymigać chorobą. Nadchodzący sezon jesienno-zimowy to pora w sam raz na grypę, która powalić nas może nawet na trzy dodatkowe dni. Obłożnie chorzy jak wiadomo pracować nie możemy. Dobrze jest wtedy dla dodatkowego efektu zadzwonić na telefon i szeptać w słuchawkę. Ewentualnie po odpowiedniej charakteryzacji odbyć konferencję na skypie.

14. Wypadek samochodowy

Inwencja niektórych freelancerów próbujących wywieść klienta w porę jest doprawdy nieograniczona. Wbrew pozorem wcale nie tak rzadką wymówką jest wypadek samochodowy. To fakt, Polska ma wysoką statystykę wypadków, ale to jeszcze nie powód, aby w ten sposób tuszować własne lenistwo, brak organizacji lub brania na siebie zbyt wielu zobowiązań. Gorzej jeśli na wieść o twoim domniemanym udziale w kolizji drogowej zaczną dzwonić do Ciebie zaniepokojeni krewni z drugiego końca Polski, a potem na swoim koncie w NK umieszczać triumfalne: „Maciuś zdrowy, tylko klientów unika.”

15. Niespodziewany wyjazd

Wariacja na temat nagłego zniknięcia z powierzchni ziemi – oto jak z nieba tuż przed oddaniem projektu spada nam pilny wyjazd, najlepiej zagraniczny, który jak wiadomo uniemożliwia odbieranie komórki w tym czasie. Minuta rozmowy grozi co najmniej bankructwem, a nie każdego stać na telefon satelitarny. Za Polską granicą siada ponadto wszelki dostęp do internetu, a wejście do kafejki internetowej grozi poważnymi konsekwencjami dla zdrowia. Być może ktoś Ci uwierzy, ale najpewniej czeka Cię konieczność zapłaty kary umownej. Poza tym możesz mieć pewność, że klient opowie o twojej nieodpowiedzialności wszystkim swoim znajomym. A być może nawet umieści informację na ten temat w sieci, a wtedy możesz mieć poważny problem ze zdobyciem kolejnych śmiałków, którzy zdecydują się Ci zaufać.