Jak wychować klienta…

i go nie stracić.

Byłeś/aś dotąd dla swojego stałego klienta niczym Zawisza, który zawsze i wszędzie stanie na posterunku, niezależnie od tego w ilu bitwach… hm to znaczy projektach brałeś/aś wcześniej udział i jak dużą masz gorączkę? Niestety musimy Ci to powiedzieć prosto z mostu. Rozpuściłeś/aś go i czas to zmienić! Inaczej mogą czekać Cię poważne konsekwencje zdrowotne. Jak wychować ekspansywnego klienta?

credits

 Szczera rozmowa

Ok, być może nie do końca była to twoja wina i po prostu klient postawił Cię przed takim stylem pracy. Czyli zleceniodawca zawsze pod telefonem, zawsze przy mailu (założysz się, że ma od tego ludzi?), wymagający od Ciebie takiej samej dyspozycyjności 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Jeśli czujesz, że powoli nie wyrabiasz, warto zacząć od szczerej rozmowy jak człowiek z człowiekiem, a nie android z robotem. Przy kolejnym zapytaniu piszesz, że termin realizacji jest o 24 godziny (48 godzin) dłuższy niż dotychczas. Jeśli następuje lawina próśb o szybsze wykonanie zlecenia, odpowiadasz, że ostatnio czujesz, iż to tempo pracy jest zabójcze dla twojej kreatywności i obawiasz się, że jakość twojej pracy może na tym ucierpieć. Przedstawiając korzyści dla klienta, który zgodzi się poczekać i zagrożenia, jeśli będzie dalej napierał, masz szansę ugrać swoje chwile odpoczynku.

Pani Asiu, naprawdę na poniedziałek nie dam rady.

Klient bywa oczywiście uparty i tak ładnie Cię prosi, bo sam coś obiecał swoim zleceniodawcom albo szefostwu. Warto wtedy uderzyć w ton osobisty. Jeśli nie znosisz na co dzień „panio-asiowania” tym razem użyj zdobyczy socjotechniki, wygooglaj panią Asię na Facebooku i zobacz co na nią działa: dzieci, zwierzęta czy wyjazdy i imprezy. A następnie dodaj: bo obiecałam/em synowi ZOO, bo mój pies nie był już tak dawno na długim spacerze, bo inauguruję właśnie z opóźnieniem sezon łódkowy etc. Przedstaw się jako zwykły człowiek, a może pani Asia też zobaczy w Tobie po prostu bardzo zmęczonego człowieka, któremu też się coś od życia należy. :-)

 Cena za ekspres plus druga tańsza alternatywa

Nic tak nie schładza zapału klienta, jak nagła zwyżka ceny. Oczywiście stały klient może, a nawet prawie na pewno będzie protestować. Trzeba więc dobrze uzasadnić takie posunięcie. Dobrze jest powiedzieć, że nie mamy obecnie czasu (nawet jeśli nie jest to do końca prawda i generalnie nie mamy czasu odpoczywać). Że mamy naprawdę sporo zleceń i musimy przeorganizować inne projekty (w domyśle podzlecić), aby móc zająć się nową fuchą. W przypadku prac „na weekend” podajemy cenę na poniedziałek minimum 50% wyższą od dotychczasowej, dodając, że na środę będzie tyle samo co ostatnio. Jest duża szansa, że klient chwyci tak rzuconą przynętę. Jeśli zgodzi się na wyższą stawkę, możesz rozważyć, czy tyle wystarczy, aby zrekompensować Ci kolejny brak czasu wolnego, czy faktycznie szukasz podwykonawcy.

 Choroba sprawia, że każdy z nas staje się asertywny

Boisz się, że nie uda Ci się sprzedać klientowi takiej półprawdy albo że szybko Cię porzuci? Dopóki nie spróbujesz, na pewno się o tym nie przekonasz. Wbrew pozorom klient też się do nas przywiązuje, a poza tym jeśli dotąd nie było z nami problemów, nie będzie taki skory do testowania nowego współpracownika. Dobrze jest przeprowadzić taki manewr wtedy, kiedy wiesz, że dane zlecenie nie musi być wcale wykonane w aż tak zabójczym tempie, a twój niecierpliwy klient po prostu chce już je mieć, podobnie jak dziecko nową zabawkę. Możesz też skorzystać z własnego niedomagania. Kiedy masz wyjątkowo paskudną grypę albo okropną migrenę będziesz o wiele mocniej zdeterminowany/a do tego, aby mieć chociaż chwilę spokoju i zarówno w mailach, jak i przez telefon będziesz brzmieć dużo bardziej przekonywająco. Naprawdę warto znowu skorzystać z dobrodziejstw socjotechniki i zadzwonić, zbolałym głosem tłumacząc, o co chodzi. Raz poczyniwszy pierwszy krok na drodze do odzyskania czasu dla siebie, na pewno łatwiej nam będzie zrobić kolejne.