SEO Copywriting: blaski i cienie

Szukasz zajęcia nudnego, niskopłatnego, duszącego Twój wschodzący potencjał? Zapraszam, SEO Copywriting czeka.

Ogłoszenia od zleceniodawców zaczynające się od słów „500 tekstów na wczoraj” omijam szerokim łukiem. Jeżeli zajmujesz się wykonywaniem tego typu zleceń to doskonale wiesz o czym mówię. Pisanie precelków nie jest zajęciem ciekawym i rozwijającym, jest to jednak często jedyna droga dla początkujących pismaków, chcących zarabiać lepsze pieniądze z tytułu swoich umiejętności. Tak samo jak nie każdy mimo posiadanego prawa jazdy jest dobrym kierowcą, tak umiejętność pisania nie gwarantuje, że będziesz w stanie napisać bez wysiłku interesujący artykuł. Co innego precle: tutaj poradzi sobie każdy, kto w miarę poprawnie układa zdania (ortografią zajmie się MS Word;).

Zdjęcie pochodzi z flickr.com

Podobno chodzą słuchy, że ktoś kiedyś zapłacił 1,50 za tysiąc znaków tekstu precla. Niestety, w większości przypadków stawki te oscylują wokół 1 zł per jeden tekst, co jest zdecydowanie najniższą stawką w całej historii pisania zarobkowego. Zaczynając pracę z tekstami typu pre sell, musisz sobie zdawać sprawę, do czego one służą.

  1. Nikt, za wyjątkiem Ciebie, no i może zleceniodawcy, ich nie przeczyta.
  2. Nikt nie będzie weryfikował ich wiarygodności.

Pamiętaj, że zleceniodawca zamawiając tekst nie oczekuje jakości. Jedynym jej wyznacznikami są poprawność ortograficzna, poprawność stylistyczna i odpowiednie nasycenie słowami kluczowymi. Nie znaczy to, że możesz pisać głupoty typu:

„ … nad wodospadem wypoczywa sobie silnik wysokoprężny, grzejąc się z rodziną w promieniach słońca …”

Staraj się, by temat precla był luźno powiązany ze słowami kluczowymi. Zdziwisz się ile można rzeczy napisać o silniku wysokoprężnym, nie wiedząc nawet jak jest on zbudowany. W moim przypadku, kiedy zaczynałem pracę z preclami, dużo czasu oszczędzało mi wcześniejsze przygotowanie sobie tematów. Na kartce spisywałem zagadnienia, które na początku wymyślałem, po czym pisząc odhaczałem każdą pozycję. Ważna uwaga: pisząc o np. budowie naszego silnika możesz robić to „n” razy, pod warunkiem, że będziesz dobierał inne układy słów. Efekt: 5 tekstów o tym samym, ale gramatycznie całkowicie różne.

Dla pracodawcy liczy się także wydajność. Nie zakładaj sobie kajdan i nie deklaruj terminów, których dotrzymanie będzie wymagało instalacji implantów dwóch dodatkowych rąk.

W miarę możliwości – uciekaj z tego okrętu;)

(MAG)

 

Pracodawca, czyli zatrudniamy

Jeżeli jesteś freelancerem z sukcesami, kiedyś może przyjść dla Ciebie taki dzień, gdy doba powinna mieć właściwie 48 godzin, aby móc przerobić te wszystkie zlecenia albo chociaż na czas odpowiedzieć na kolejne maile (tłumacząc, że jesteś zabukowany na 3 miesiące naprzód). Jak wiadomo, jest to fizycznie niemożliwe, a nasze moce przerobowe też mają pewne granice, tym bardziej, że musimy przecież jeszcze czasem odpocząć. Rozwiązanie? Poszukać podwykonawców. Jednak zlecenie naszej pracy na zewnątrz wcale nie jest takie proste, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Jak zatem dobrze wybrać podwykonawcę, aby nie stracić klienta ani pieniędzy? Jak to wszystko zorganizować? Jak się zabezpieczyć przed ewentualnym ryzykiem?

 

zdjęcie pochodzi z flickr.com

Kiedy podzlecać?

Jeśli nie pamiętasz już, kiedy ostatnio sam/a z siebie szukałeś/aś zleceń i pracujesz w zasadzie na okrągło, nie mając szans na wolny weekend – czas pomyśleć o zmianie organizacji pracy. Po prostu nie dasz rady zrobić wszystkiego sam/a. A poza tym przy dużym zmęczeniu znacznie łatwiej o jakiś błąd. Pół biedy jeśli jest on błahy, znacznie gorzej, gdy oznacza on konieczność gruntownego przerobienia projektu, czyli czasu, którego u Ciebie akurat jak na lekarstwo.

Freelancer outsourcerem

Warto zacząć od tego, aby zatrudnić profesjonalne biuro księgowe, windykacją niech zajmuje się wyspecjalizowana agencja, a przesyłki powinien odbierać od Ciebie i przywozić Ci kurier. Dobrym pomysłem jest również zlecenie komuś innemu wykonanie tego, w czym nie czujemy się zbyt mocni (niektórym klientom wszak się nie odmawia) albo czego nie przepadamy robić. Dzięki temu jest szansa, że klient dzięki temu otrzyma nawet lepszą usługę i wtedy konieczność podzielenia się wynagrodzeniem z kimś innym może być dobrą inwestycją na przyszłość.

Jak wybierać podwykonawcę?

Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że klient, powierzając Ci do wykonania dane zlecenie, obdarza Cię zaufaniem, którego nie możesz zawieść, jeśli chcesz mieć jeszcze szansę z nim współpracować. Dlatego reprezentujący twoją markę podwykonawca musi gwarantować ten sam lub nawet wyższy poziom jakości. Niestety przy zleceniu danego zadania na zewnątrz nieuniknione jest, że na pewien czas stracimy nad jego wykonaniem kontrolę. Dlatego ważne jest, aby wybrać osobę, która zapewni odpowiednią jakość, staranność i terminowość realizacji danej usługi. Optymalnie jest też pracować zawsze z tą samą grupą sprawdzonych osób. Warto też przyjrzeć się najpierw ich portfolio – być może uda nam się znaleźć osobę, która oferuje prace w podobnym stylu do nas, dzięki temu zadbamy o większą spójność.

W takiej sytuacji ponadto często kusi zatrudnienie do pomocy rodziny lub znajomych, których teoretycznie łatwiej nadzorować. Może się to sprawdzić, jeśli po pierwsze twoi znajomi mają odpowiednie kwalifikacje, a po drugie, gdy jesteście w stanie oddzielić strefę prywatną od zawodowej i jednoznacznie wyznaczyć zadania do wykonania. To TY jesteś tu pracodawcą i to TY wymagasz prawidłowego wykonania zlecenia. Jeżeli to niemożliwe, musisz umieć wyciągnąć odpowiednie konsekwencje.

Bardzo ważne jest także, aby w miarę możliwości (o ile nie jest to akurat środek nocy) jasno przedstawićsytuację naszym zleceniodawcom. Mają oni prawo wiedzieć, że za realizację ich zlecenia będzie odpowiedzialny „twój zespół”. Być może będą wtedy chcieli podpisać z Tobą umowę o zaufaniu poufności.

Jak to wszystko zorganizować?

Jeśli pracujesz tylko z kilkoma osobami, raczej nie będziesz mieć problemu z koordynacją prac. No chyba, że twój zespół rozrósł się do rozmiarów agencji interaktywnej, wtedy szefowanie projektowi w pojedynkę może być znacznie trudniejsze. Co gorsza możesz nie pamiętać, co komu zleciłeś/aś i na kiedy ma to być wykonane. W takich przypadkach dobrym rozwiązaniem mogą być portale do organizacji pracy grupowej (www.basecamphq.com, www.zoho.com). Najważniejsze jest takie ustalenie terminu z podwykonawcą, abyśmy otrzymali wykonaną pracę przed terminem oddania projektu. Przed oddaniem należy koniecznie wszystko sprawdzić, chyba że bezgranicznie ufamy naszemu podwykonawcy.

Jak się zabezpieczyć przed stratami finansowymi?

Aby zminimalizować ryzyko problemów, podstawa to w pierwszej kolejności umowa z klientem a w drugiej umowa z podwykonawcą. Termin płatności dla naszego podwykonawcy powinien być  przynajmniej o tydzień dłuższy niż termin płatności od naszego zleceniodawcy, abyśmy mieli kilka dni w zapasie. Niestety czasem może zdarzyć się tak, że nasz klient ma małe opóźnienie, a wtedy unikniemy problemów z zachowaniem płynności finansowej. Najlepszym sposobem na rozliczenia jest faktura VAT, jeżeli prowadzimy działalność gospodarczą lub umowa o dzieło, jeżeli firmy nie mamy. Jako osoba fizyczna możesz bez problemu podpisywać umowy o dzieło z drugą osobą fizyczną (wtedy podatek odprowadza zleceniobiorca, ale dopiero w rozliczeniu rocznym).

Delegowanie obowiązków jest trudna sztuką, ale warto się jej nauczyć. Dzięki temu, że część prac zlecimy na zewnątrz, będziemy bardziej wydajni i będziemy mogli obsłużyć większą ilość klientów. Z czasem, gdy dorobimy się zaufanych współpracowników, nasza organizacja będzie działać jeszcze sprawniej, co powinno też zaowocować wzrostem dochodów. Jedną z najważniejszych zasad biznesu jest „najlepiej zarabia się na pracy innych”.

Promocja, czyli Freelancer bez pracy

Freelancer pełną gębą raczej nie ma żadnych innych dochodów poza wynagrodzeniem ze zleceń (czyt. odsetki z kapitału, choć chyba wszyscy do tego dążymy, pensja z etatu, kieszonkowe od rodziców etc.). Jeżeli więc przez jakiś czas nie mamy nowych zleceń, może nam się w głowie zapalić czerwona lampka. O Boże, Boże, z czego ja zapłacę rachunki!!!! AAAAA!!!!!! Tak, tak. Czasem nie jest z tym łatwo, zwłaszcza na początku samodzielnej pracy w domu. Niestety nie wszyscy mają nerwy ze stali i bywa, że panika przysłania nam racjonalną ocenę sytuacji. Do czego to prowadzi?
nie martw się
zdjęcie pochodzi z flickr.com

Powiedzmy, że masz kilka zapytań, ale nic z tego nie wynika. Myślisz sobie: „Jestem za drogi.” W tej sytuacji prawdopodobnie duża część z nas zacznie obniżać ceny oraz rzucać się na portale ze zleceniami, oferując śmiesznie małe stawki, aby tylko wygrać jakiekolwiek zlecenie i mieć jakąś pracę, która odwróci „złą passę”. Jednak obniżanie cen podczas braku zleceń nie zawsze jest dobrym pomysłem. Doświadczenia freelancerów z długim stażem pokazują, że zlecenia przychodzą sezonowo i najczęściej stadami (czyli albo zbijasz bąki, albo przez kilka dni śpisz po 3-4 godziny). Nierzadko skorelowane z okresami ferii zimowych, wakacyjnych urlopów i gwałtownego zamykania budżetu w listopadzie-grudniu. Na początku może być naprawdę trudno wytrzymać tę presję, a przede wszystkim brak kasy, ale po jakimś czasie zaczynamy uświadamiać sobie, że zlecenia jednak przychodzą (pod warunkiem wszakże, że po twojej stronie nic się nie zmieniło i jakość pracy jest nadal bez zarzutu). Lepiej też radzimy sobie z robieniem zapasów na chudsze miesiące. Jeśli mimo wszystko nie wytrzymujesz psychicznie, być może czas poszukać etatu…

Oto kilka porad pomocnych podczas „chudego” okresu:

  1. Nie panikuj: jeżeli zawsze oddajesz najlepszy produkt (usługę) klienci wrócą, a jeszcze przyprowadzą nowych.
  2. Obniżanie cen ma sens, ale tylko w rozsądnych granicach (5-10%) i dla klientów perspektywicznych. Tnąc cenę w przypływie rozpaczy o połowę wysyłamy sygnał, że jesteśmy zdesperowani i weźmiemy wszystko za obojętnie jaką cenę. Błąd ten popełniają zwykle freelancerzy z krótkim stażem, co stawia ich od razu na pozycji słabszego, na którym można wymóc kolejne ustępstwa.
  3. Siedzenie i nic nie robienie jeszcze nikomu nie pomogło. Nawet gdy nic nie masz niczego do zrobienia dla klientów (czyt. za czyjeś pieniądze), pracuj nad swoim blogiem, zrób coś jako wolontariusz, poszukaj jakiegoś ciekawego szkolenia (optymalnie za friko) itp. Generalnie zasada jest taka, żeby pracować, aby nie wypaść z drygu, a przy okazji wzbogacić portfolio lub nauczyć się czegoś nowego.
  4. W okresach kiedy masz zlecenia, odkładaj (a przynajmniej staraj się odkładać) część zarobków na czas, kiedy pracy nie masz. Idealnie byłoby mieć odłożoną kasę na kilka miesięcy życia, ale, jak dobrze wiemy, wcale nie jest to takie łatwe, zwłaszcza na początku. Jeżeli uda nam się odłożyć choć na miesiąc życia bez zleceń, to już jest to spory sukces.
  5. Szukaj zleceń. Portale ze zleceniami (ale pamiętaj o tym, żeby cenić swój czas i wiedzę), kontakty z firmami, dawni klienci, do których możesz napisać proponując im jakiś nowy pomysł – a nuż chwyci i od razu będziesz mieć co robić. Pracuj jako handlowiec sprzedający swój potencjał i wolne moce przerobowe. Nie zrażaj się niepowodzeniami, zostawiona oferta, nawet jeżeli w danej chwili nie skończy się zleceniem, jest reklamą, która może w przyszłości przynieść zyski.

Najważniejszy jest spokój (oraz oczywiście Polska). Jeżeli ulegniemy panice, rzucając się na słabo płatne i niezwykle upierdliwe zlecenia, zbierzemy wprawdzie najprawdopodobniej dużo zamówień, ale za sporo niższe stawki. Oznacza to, że będziemy pracować przynajmniej dwa razy dłużej, aby utrzymać nasz stały poziom dochodów, a w rezultacie nie będziemy mieli czasu na naszych stałych klientów, płacących więcej (a że wkrótce przyjdą, to więcej niż pewne). W najgorszym przypadku stali klienci odejdą zniecierpliwieni czekaniem, a zostaną nam tylko klienci płacący połowę, którym czas oczekiwania na nasze dzieło osładza kwota na umowie/fakturze. Z kolei, gdy podwyższymy cenę, znakomita większość z nich także odwróci się na pięcie, czyli całą zabawę ze zdobywaniem klientów możemy zacząć od początku.

A zatem ostatnia rada: najwyższa jakość naszych usług i dotrzymywanie terminów zawsze zapewni nam przypływ gotówki. Czasami trzeba tylko trochę zaczekać.