Freelancer na spotkaniu

Spotkanie z klientem? A po co? To wcale nie taka rzadka reakcja freelancerów nawykłych do pracy w domowych pieleszach. Być może związana z dość… hm… swobodnym strojem do pracy (piżama? slipki? siateczkowy podkoszulek znany z filmów o komputerowych geekach z agorafobią?) Choć naszym zdaniem raczej wynikająca z ciągłego braku czasu, zabiegania, a wreszcie strachu jak przed egzaminem lub rozmową kwalifikacyjną. Radzimy – nie bój się umawiać z klientem na spotkanie w sprawie projektu (podpowiemy Ci jak pokonać te obawy) i nie traktuj tego jako straty czasu, ponieważ… ale o tym poniżej.

zdjęcie pochodzi z flickr

 Na co mi spotkanie?

Zacznijmy od przekonania malkontentów. Spotkanie z klientem pomoże Ci lepiej go poznać (a także jego siedzibę i pracowników, co może też sporo powiedzieć o atmosferze pracy i wypłacalności), wyrobić sobie zdanie na jego temat, a także dokładniej omówić szczegóły projektu. Mowa ciała, mimika może zdradzić wiele, jeśli tylko nauczymy się ją obserwować i odpowiednio interpretować. W kontakcie przez mail lub telefon znikają te przewagi, choć także pułapki kontaktu osobistego. Nie można się już zasłonić drugim telefonem, aby szybko obgadać sprawę z szefem lub kolegą. Ciężko jest opanować grymas niedowierzania, kiedy podana przez nas cena projektu powoduje, że klientowi „miękną kolana”. Łatwiej też przekazać entuzjazm dla naszego pomysłu, jeśli klientowi kiepsko wychodzi wyrażanie podziwu słowami – więcej tu powie szeroki uśmiech, rozluźnienie w poczuciu ulgi (no wreszcie znalazł się ktoś, kto się nami dobrze zaopiekuje) oraz błyszczący wzrok, kiedy klient oczyma duszy widzi już rosnącą na koncie kwotę zysków ze sprzedaży. Poza tym w trakcie bezpośredniego spotkania znacznie trudniej jest nam odmówić – co w ostateczności można załatwić nie odpisując na maile lub rzucając słuchawką. Jest to miecz obosieczny, ale pomyślmy o tym, jak o okazji do przekonania do swoich usług niezdecydowanego klienta.

 Jak pokonać strach lub niechęć?

Jeżeli nie lubisz kontaktów z obcymi, unikasz sytuacji, gdzie ktoś ocenia twoją pracę lub zwyczajnie nie wiesz, o czym miał(a)byś z klientem rozmawiać – warto się po prostu dobrze do takiego spotkania przygotować. Przestanie to być egzamin, a stanie się prezentacją twojej racy, na twoich warunkach. Takim wstępnym mailem/umową, tyle że przedstawionym/ą w sposób osobisty. Nota bene warto mieć od razu ze sobą spisaną umowę, którą od razu będzie można podpisać.

Garść złotych porad

  1. Zacznij od klientów lepiej znanych lub mniej ważnych – aby na nich poćwiczyć swoje umiejętności interpersonalne.
  2. Nie nalegaj koniecznie na spotkanie – po stronie klientów też często zdarzają się osoby zapracowane albo „dzikie” w kontaktach z obcymi.
  3. Spotkanie nie musi być długie – tak naprawdę decyzja o tym, czy Cię zatrudnić do tego projektu, ewentualnie czy dać Ci szansę na porozmawianie z osobą decyzyjną, zapadnie w zasadzie w pierwszej minucie waszego spotkania. Optymalnie przeznaczyć na nie 1-1,5 h.
  4. Niestety lub „stety” na spotkanie trzeba będzie już coś przygotować „gratis” (co nie wszyscy lubią), jakieś wstępny plan lub zarys projektu, chyba że faktycznie nic nie wiadomo i klient dopiero chce przedstawić swoją wizję. Jeżeli zgodzimy się iść na spotkanie całkiem „w ciemno” musimy być przygotowani na to, że klient będzie oczekiwał błyskawicznego podchwycenia jego wizji i przystąpienia do pracy „z kopyta”. Czasami pierwsza wersja faktycznie jest najlepsza, ale równie często do użytku nadaje się dopiero wersja 10. Natomiast naszym zdanie lepiej jest jednak wymusić na kliencie choć ramowy zarys tego, czego oczekuje, tłumacząc, że w ten sposób sprawy nabiorą tempa.
  5. Warto na spotkanie zabrać dyktafon albo na bieżąco spisywać notatki w komputerze – potem może być trudno to sobie wszystko przypomnieć. Dobrze jest także wysłać klientowi podsumowanie spotkania ze spisanymi ustaleniami. W razie sporów będzie można zacząć mail wyjaśniający od nieśmiertelnego: „Nawiązując do ustaleń ze spotkania, które odbyło się dnia …, patrz załącznik, przypominam…”
  6. Jeśli dużo czasu spędzasz, pracując w domu, opłaca się czasem wyjść do ludzi – właśnie po to, aby walczyć z własnym zdziczeniem.

Porad kilka, aby nie mieć bólu głowy

Poniżej lista żelaznych punktów, jeżeli chodzi o rozliczenie z klientem przygotowana przez jednego z naszych fanów na Facebooku i opublikowana tu ponownie za jego zgodą. Potraktujcie to jako check listę przy KAŻDYM zamówieniu, no chyba że pracujecie dla rodziców ;-).
Dlaczego? Patrz niżej.
Zdjęcie pochodzi z flickr
  1. Podziel zamówienie na etapy płatności – w przypadku nierozliczenia Twojej należności strata powinna być minimalna.
  2. Nie zostawiaj na koniec rozliczenia dużych kwot – po wykonaniu zlecenia Twój klient na pewno cie nie rozpozna na ulicy. Niewolnik zrobił swoje – niewolnik może odejść.
  3. Zastrzeż, że wstrzymanie prac na skutek nieuregulowania Twoich należności nie stanowi opóźnienia z przyczyn leżących po Twojej stronie.
  4. Pracujesz za pieniądze – pamiętaj o tym.
  5. Wstrzymaj pracę w przypadku nieterminowego uregulowania faktury – skoro telekom może ci wyłączyć telefon – Ty możesz wstrzymać swoją prace na drugi dzień po upływie terminu płatności – obowiązują dokładnie te same zasady.
  6. Wstrzymaj się, jeżeli nie dostaniesz pieniędzy – zlecający przecież na pewno założył że go na Ciebie stać – więc ma pieniądze ;). Jeżeli nie ma to sorki…;)
  7. Ustal warunki odbioru i terminy płatności częściowych. Zastrzeż możliwość jednostronnego odbioru.
  8. Ustal co jest zmianą a co poprawką błędu z twojej winy.
  9. NIE PRACUJ BEZ UMOWY – chyba, że dla pracujesz u rodziców.
  10. Jeżeli jesteś podwykonawcą – liczy się tylko umowa z Twoim zleceniodawcą. Na pewno pojawią się teksty, że on ma coś zapisane inaczej w głównej umowie, co powoduje że wasze ustalenia są niewiążące.
  11. Czy Twoja umowa przewiduje że udzielasz klientowi nieoprocentowanego kredytu na czas nieokreślony?
  12. VAT to nie Twoje pieniądze – nie ruszaj (załóż subkonto)
  13. Liczy się tylko gotówka na Twoim koncie, a nie ile ktoś ci ma jeszcze zapłacić.
  14. Nie zostawiaj nierozliczonych należności stałemu zleceniodawcy. Zaraz się okaże że musisz na swoje zaległe pieniądze zapracować jeszcze tak ze trzy razy, a w ogóle jak tu zrezygnować ze współpracy jak musisz ściągnąć od niego taką kupę kasy.
  15. Zrób sobie małego podatnika (rozliczaj VAT kasowo) – klienta będzie bolało że nie odliczy VAT z niezapłaconych Ci faktur.
    Warunki korzystania z metody kasowej – zawiadomienie naczelnika urzędu skarbowego w terminie do końca miesiąca poprzedzającego okres, za który będzie rozliczał się według metody kasowej (złożenie aktualizacji zgłoszenia VAT-R. Należy tez pamiętać o limitach. Jeżeli przekroczymy w poprzednim roku 1,2 mln euro przychodu z VAT, nie możemy być małym podatnikiem.

Autorem wpisu jest Aleksander Konopek
Strefa SI Consulting

Samochód dla freelancera…

… prawie za darmo ;-)

Po co freelancerowi samochód? Przecież i tak siedzi w domu w piżamie, a zakupy robi przez internet. No cóż, wbrew pozorom freelancer to nie przypadek agorafobii tylko normalny pracownik, który przyjedzie na spotkanie z klientem, załatwi sprawy w ZUS-ie i US (e-urzędy to jak wiemy jeszcze ciągle w dużej mierze fikcja). A w przypadku niektórych freelancerskich zawodów jak fotograf, architekt czy informatyk samochód to wręcz konieczność.

Zdjęcie pochodzi z flickr

A zatem kupić za gotówkę? Na kredyt? Użyczyć firmie i robić kilometrówkę? Wziąć na firmę w leasingu? Oto kilka porad dla freelancera przymierzającego się do zakupu „firmowego auta„.

Nie mam firmy

Niestety, jeżeli jesteś freelancerem bez działalności gospodarczej, to praktycznie nie ma możliwości odpisywania sobie od podatku kosztów użytkowania samochodu. Gdy dużo jeździsz i twoja praca bez auta nie ma sensu, warto rozważyć założenie. DG. Jest to jeden z wyraźnych plusów prowadzenia własnej jednoosobowej firmy, choć, jak wiemy, z drugiej strony na szali mamy wysysający z nas resztki dochodu ZUS.

Własne auto jako samochód firmowy

Użyczenie jest chyba jednym z najbardziej rozpowszechnionych sposobów użytkowania samochodu. Wykorzystanie prywatnego samochodu do prowadzenia działalności jest dość proste: zbieramy wszystkie faktury związane z użytkowaniem samochodu i wpisujemy je w książkę przebiegu pojazdu. Z drugiej strony do tej samej książki wpisujemy wszystkie przejazdy, jakie pokonaliśmy samochodem w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Rozróżniamy tu dwie stawki za przejechany kilometr: dla samochodu osobowego o pojemności poniżej 900 cm3 stawka wynosi 0,5214 zł. Natomiast dla samochodu osobowego o pojemności powyżej 900 cm3 stawka wynosi 0,8358 zł. Wartość tej kilometrówki stanowi górną granicę, do jakiej możemy odpisać sobie koszty użytkowania samochodu. I to jest jedyny sposób wprowadzania w koszty własnego samochodu osobowego. Sposób ten jest dobry, jeżeli mamy własne auto i nie chcemy kupować nowego.

 Samochód firmowy za gotówkę

Jeżeli już jesteśmy freelancerami z sukcesami i mamy zaoszczędzone trochę grosza, możemy sobie kupić samochód do firmy za gotówkę. Tak jest najszybciej i najprościej. Kupując samochód „na firmę” możemy sobie go wpisać w koszty i odliczyć sobie od podatku, czyli samochód będzie w ogólnym rozrachunku tańszy. Jeżeli jesteśmy vatowcami, odliczamy sobie VAT, ale dla samochodów osobowych będzie tu limit 6000 zł. Dodatkowo amortyzacja, co roku 20% wartości samochodu. Tu też obowiązuje limit – 20 000 EUR. Policzmy, ile możemy zaoszczędzić w przypadku zakupu samochodu za np.: 66 000 zł.

Odliczamy VAT 6000 zł (maksymalna kwota limitu), pozostałą część – 60 000 zł amortyzujemy, wliczając w koszty co miesiąc 1000 zł (20% z 60 000 zł to 12 000 zł rocznie; co daje miesięcznie 1000 zł), a 1000 zł kosztów to o około 180 zł mniejszy podatek. Policzmy teraz, ile zapłacimy mniej podatku:

6000 zł + (180 zł * 12 miesięcy * 5 lat) = 16 800 zł

Czyli nasz samochód o wartości 66 000 zł, tak naprawdę kosztuje tylko 49 200 zł, wiec zakup nowego samochodu za gotówkę nie jest wcale taką złą inwestycją. Tu oczywiście pod warunkiem, że mamy dochody pozwalające na skorzystanie z takich ulg i spodziewamy się, że przez następne 5 lat także będziemy płacić około 2160 zł podatków rocznie.

Samochód firmowy w leasingu

Jeżeli nie mamy gotówki lub mamy, ale nie chcemy jej wydawać jednorazowo, natomiast nowe auto do firmy jest niezbędne, dobrym rozwiązaniem jest leasing. Mamy dwa rodzaje leasingu: kapitałowy i operacyjny. Różnią się tym, że w leasingu operacyjnym nie możemy amortyzować naszego samochodu (naszym kosztem są opłaty za leasing) w przeciwieństwie do leasingu kapitałowego, gdzie możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, ale naszym kosztem będą jedynie odsetki od zapłaconych rat. Przy leasingu kapitałowym nie jest też łatwo odstąpić od umowy.

Jaką przewagę ma leasing na kredytem samochodowym? Koszty leasingu nie są tak duże, jak nakłady związane z kredytem, dodatkowo nie ma tak dużych rygorów dotyczących zdolności kredytowej. Przyjmijmy, że koszt samochodu to tak jak powyżej 66 000 zł brutto, to daje netto ok 53 659 zł. Koszty leasingu przy wpłacie własnej 2 682.95 zł (5% kwoty netto) wynoszą ok.: 1 067 zł netto przy 5 latach trwania leasingu. W tym przypadku zaoszczędzimy na podatku też ok 180 zł miesięcznie. A po 5 latach po wykupieniu od leasingodawcy samochodu (zwykle za 1% wartości netto) samochód będzie nasz. I wtedy będziemy mogli go sprzedać i kupić nowy – też w leasingu. Leasing ma też tę dobrą cechę, że umowa leasingowa nie obciąża naszej zdolności kredytowej, co jest szczególnie ważne w przypadku starania się o kredyt, np.: hipoteczny.

 Samochód firmowy na kredyt

Kupno samochodu na kredyt opłaca się jedynie dla samochodów objętych pełnym odpisem VAT (ciężarowe, autobusy i osobowe w cenie do 31 980 zł z VAT). W przypadku kredytu kosztem uzyskania dochodu są tylko odsetki, prowizje i wszystkie koszty dodatkowe powyżej tego, co wydaliśmy na samochód. Część kapitałowa raty kredytowej może być naszym kosztem jedynie wówczas, gdy bank nie zapisze w umowie kredytowej, że do momentu całkowitej spłaty kredytu jest właścicielem pojazdu. Kredyt może się opłacać w przypadku, gdy na samochód ostaniemy dofinansowanie z Unii.

 Samochód firmowy wypożyczony

Jeżeli nie chcemy kupować samochodu lub potrzebny jest nam samochód np. na jednorazową wizytę u klienta, możemy go wypożyczyć. Dostaniemy fakturę VAT i wliczymy ją w koszty działalności. Wynajem długoterminowy dla freelancerów nie wydaje się dobrym rozwiązaniem, ponieważ koszty takiego wynajmu są wyższe od leasingu czy kredytu, a korzyści (koszty napraw, przeglądów itp.) nie są aż tak duże, żeby kompensowały zwiększone koszty. Ale jednorazowy wynajem auta to jak najbardziej dobra opcja do rozważenia.

Podsumowując, jeżeli jesteście freelancerami bez samochodu i prowadzicie działalność, najlepszym rozwiązaniem w kwestii samochodu służbowego, jest według nas leasing. Nie wymaga dużego wkładu własnego, jest dość prosty, a co najważniejsze po zakończeniu leasingu, stajemy się właścicielami 5-letniego samochodu (w naszym przykładzie o wartości 66 000 zł), który z dużym prawdopodobieństwem uda nam się sprzedać za powiedzmy 15 000 zł (plus minus 1/4 wartości). Jeżeli tę kwotę w całości (naturalnie po odliczeniu podatku) przeznaczymy na wpłatę własną na leasing nowego auta, pozwoli nam to skrócić okres leasingu do 3 lat, zachowując tę samą wartość raty. Po trzech latach nasz kolejny samochód będzie wart ok. 33 000 zł (50% wartości początkowej). I znów go sprzedajemy i albo kupujemy samochód za gotówkę, albo wpłacamy jako wpłatę własną na kolejny leasing. Wówczas skrócimy leasing już tylko do 2 lat, i tak dalej, aż będziemy mieli co roku nowy samochód lub coraz lepszy, płacąc co miesiąc taką samą kwotę. To co, lecicie do salonu samochodowego na zakupy?

Podatki for dummies

Jak to mówią, pewna jest tylko śmierć i podatki. Może jednak nie ma co od razu wprowadzać takiego grobowego humoru i postarać się jako tako zrozumieć. W ten sposób wypełnianie formularzy podatkowych nie będzie spędzało nam snu z powiek od stycznia do końca kwietnia każdego roku, bo w końcu nie każdy chce zlecić to zadania księgowej/księgowemu i ma ambicję, aby zrobić to sam/sama. I właśnie tym nielicznym odważnym, którzy postanowili samodzielnie zmierzyć się z PIT-em rocznym, dedykujemy niniejszy wpis.

zdjęcie pochodzi z flickr

Jako że żyjemy w erze e-urzędów (uuuuuuuuuuuu!!!!!) i cyfryzacji polskiego społeczeństwa, PIT można wypełnić na komputerze i złożyć go przez internet. Polecamy to rozwiązanie, ponieważ programy te w większości przygotowane są przez specjalistów, a zatem ryzyko popełnienia błędu jest zminimalizowane i powinniśmy poradzić sobie z tym bez kłopotu. Nawet w przypadku tych osób, które nie odróżniają PIT od VAT. Więc do dzieła!

 Programy do wypełniania PIT-ów

Na rynku jest bardzo wiele programów tego typu. Chyba każda fundacja ma teraz własny darmowy program do wystawiania PIT-ów, w zamian wystarczy tylko ich wesprzeć swoim jednym procentem (fundacja jest ustawiona jako domyślny odbiorca i nie można tego zmienić). Programy te w zasadzie się od siebie nie różnią – możesz więc po prostu wybrać jakąś organizację pożytku publicznego, którą chcesz wesprzeć, a następnie skorzystać z jej oprogramowania. Naszyzm zdaniem wart polecenia jest za to program dostępny na stronie Ministerstwa Finansów. Jest on trochę trudniejszy w obsłudze – nie prowadzi jak inne za rączkę, ale jak dobry, lecz surowy rodzic uczy kreatywności i samodzielnego rozwiązywania problemów. Niemniej jednak działa sprawnie i szybko, a co najważniejsze bez problemu wysyła zeznania podatkowe przez sieć, bezpośrednio do naszego urzędu skarbowego, co zostało przetestowane przez autora niniejszego tekstu.

PIT-36 czy PIT-37

Polska to kraina formularzy, więc ilość PIT-ów i ich numerów może trochę przerazić. Generalnie, jeżeli jako freelancer prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą (niezależnie czy jako vatowiec, czy wystawiając rachunki uproszczone), musisz wypełnić PIT-36. Dla osób fizycznych (rozliczających się ze zleceniodawcą na podstawie umowy o dzieło lub umowy zlecenia) przeznaczony jest PIT-37.

Ok, wpisałem/am imię nazwisko adres i co dalej?

Do końca lutego powinniśmy otrzymać od naszych zleceniodawców PIT-11. Przepisujemy odpowiednie kwoty z kolumn: przychody, koszty uzyskania przychodów, dochód, zaliczka pobrana przez płatnika do odpowiednich pól w formularzu PIT-36 lub PIT-37 (część C). Są to dochody ze stosunku pracy. W części C formularzy wpisujemy wszystkie nasze dochody krajowe, razem z kosztami ich uzyskania i zapłaconym podatkiem. Dla dochodów, które osiągnęliśmy bez formalnej umowy, przeznaczony jest punkt 5, część C deklaracji PIT-37. Musimy też mieć podkładkę w postaci potwierdzeń przelewów lub pokwitowań w przypadku kontroli.

Zarabianie za granicą

Sytuacja nieco się komplikuje, jeżeli mamy przychody z zagranicy. Firmy zagraniczne mogą rozliczać się z freelancerami na kilka sposobów:

    • Umowa o dzieło i samodzielnie zapłacony w Polsce podatek – jest to normalna umowa o dzieło jak z krajowym zleceniodawcą, z tą różnicą, że to my sami musimy zapłacić podatek (nie jest on odliczany przez zleceniodawcę).
    • Faktura, rachunek – w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej wystawiamy fakturę lub rachunek i wprowadzamy ją do swoich przychodów.
    • Tylko przelew – w niektórych państwach nie funkcjonuje coś takiego jak umowa o dzieło. Czasami zdarza się, że otrzymujemy pieniądze np. przez PayPal bez żadnego „papierka” dokumentującego taką transakcję. W takich przypadkach taki przychód wpisujemy w pole „Inne źródła” (pkt. 5, część C deklaracji PIT-37). Dobrze jest mieć potwierdzenia przelewów na taką kwotę od kontrahenta i np. maile z zamówieniami, abyśmy nie byli posądzeni o pranie brudnych pieniędzy.

Odliczenia od dochodu

Jeżeli pracujemy wyłącznie na umowy o dzieło i nie mamy z nikim podpisanej innej umowy (umowa o pracę lub zlecenie) to kwota składek na ubezpieczenie społeczne wyniesie 0. Dla prowadzących działalność i płacących pełny ZUS kwota ta wyniesie za 2011 rok 7130,56 zł z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym (6541,13 zł bez tego ubezpieczenia). Są to składki najniższe. Jeżeli płacimy wyższe składki (być może ktoś jeszcze wierzy w wydolność polskiego systemu emerytalnego), to wpisujemy odpowiednio większą kwotę. Innymi odliczeniami od dochodu może być ulga na internet – 760 zł lub ulga na dzieci w maksymalnej wysokości 1 112,04 zł, lub wydatki na cele mieszkaniowe (remonty, budowa domu).

Odliczenie od podatku

Od podatku odliczamy wydatki na ubezpieczenia zdrowotne – w 2011 roku dla prowadzących działalność gospodarcza było 2506,30 zł. Dla osób pracujących na umowę o dzieło jest to kwota podana w PIT-11. Jeśli ubezpieczamy się dobrowolnie w NFZ, bo pracujemy tylko na umowy o dzieło i nie mamy działalności gospodarczej, ani umowy o pracę lub zlecenie, także odliczamy sobie te wydatki w wysokości 7,75% podstawy wymiaru (przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, włącznie z wypłatami z zysku za kwartał podawane przez GUS do sprawdzenia tu).

Ten skrótowy poradnik powinien pomóc w rozliczeniach podatkowych i może wyjaśni niektóre niejasności. Pisany był pod kontem freelancerów, więc nie wszystkie aspekty w nim ujęliśmy. Jeżeli czegoś brakuje lub coś jest niejasne, prosimy o sygnał na forum, a postaramy się te kwestie wyjaśnić i uzupełnić.

Zarabianie przez Internet…

…jak nie dać się wpuścić w maliny szukając dochodu pasywnego

Idea zarabiania przez sieć, pracując przez godzinę góra dwie dziennie, to wiecznie pokutujący wśród aktywnych zawodowo Polaków mit rentiera, który tylko sprawdza, ile odsetek przyrosło mu przez noc na koncie. Dzisiaj jest podobnie. Posiadacze stron internetowych uczestniczący we wszelkiego rodzaju programach partnerskich oraz sprzedający na swojej stronie reklamy także co wieczór sprawdzają konto na Adsense lub Tradedoublerze, nieodmiennie frustrując się, kiedy przyrost środków w dalszym ciągu mierzony jest w centach/groszach a nie dolarach, euro czy choćby w złotówkach. Czy zatem dochód pasywny to tylko fatamorgana? Czy da się naprawdę zarobić na stronach internetowych?

zdjęcie pochodzi z flickr

Monopolista czyli Google AdSense

Jeśli „przejdziemy się” po dzisiejszym internecie, zauważymy, że nie ma chyba strony, na której nie pojawiają się reklamy Googla. Ok, są jeszcze pewne wyjątki, ale z systemu tego korzystają nawet tacy giganci jak Gazeta.pl czy Onet.pl. Zaletą Google Adsense jest jego olbrzymi zasięg oraz stały dostęp do emisji reklam, ale nie ma co liczyć na milionowe zyski (przynajmniej na początku). Przy wyświetleniach strony rzędu 10 tysięcy w miesiącu, spodziewany średni zarobek to od 3 do 10 euro, co oznacza pierwszą wypłatę (obecnie najmniejsza wypłata to 70 euro) po minimum pół roku. Przy złożeniu naturalnie, że na stronie jest jakaś treść, a nie same reklamy.

Reklama kontekstowa

Reklama w tekście czyli reklama kontekstowa jest oferowana na przykład przez system Adkontekst.pl. Polega ona na tym, że w treści artykułu umieszczony zostaje link sponsorowany (jedno słowo lub fraza w artykule zostaje „anchorem” tego linku). Wydawca strony (dumna nazwa osoby, która tworzy dany serwis lub prowadzi blog) zarabia na klikach w ten link, przy czym istnieje wymóg formalny posiadania minimalnie 30 000 wejść na stronę miesięcznie. Stawki za klik nie oszałamiają i generalnie podobnie jak w przypadku Adsense liczone są w groszach, ale ziarnko do ziarnka, a także i tutaj można wreszcie zrobić sobie wypłatę (po uciułaniu 100 złotych).

Sprzedaż powierzchni reklamowej na stronie – boksy reklamowe

Najłatwiej jest sprzedawać powierzchnię reklamową na swojej stronie za pośrednictwem platform do sprzedaży reklam. Taką możliwość oferuje wspomniany wyżej Adkontekst (boksy Adkontekst), jak również platforma AdTaily.pl. Specyfika AdTaily polega na tym, że posiadacz serwisu www samodzielnie ustala cenę za dzienną emisję reklamy w wydzielonym boksie. Narzędzia AdTaily pomagają wybrać optymalną stawkę z punktu widzenia popularności naszej witryny, ale teoretycznie możesz zażyczyć sobie nawet 50 złotych za dzień, mając „tylko” tysiąc wyświetleń dziennie. Pozostaje oczywiście pytanie, czy w tym przypadku podaż spotka się z popytem.

Programy partnerskie

Zarabianie na polecaniu czyli inaczej mówiąc program partnerski jest teoretycznie sytuacją typu win-win, choć przy niewielkim ruchu na stronie generalnie jest to opcja zdecydowanie bardziej korzystna dla promowanego przez Ciebie produktu/usługi/sklepu internetowego czy serwisu. W PP chodzi mianowicie o to, aby nie tylko skłonić użytkownika do kliknięcia w banerek umieszczony na twojej stronie, ale jeszcze np.: rejestrację w formularzu zgłoszeniowym, założenie konta lub dokonanie zakupu. Jednym słowem już sama nasza strona powinna zachęcać do skorzystania z oferty naszego partnera. Czy w ten sposób nie odejdziemy nieco od tematu naszej witryny albo nie zaczniemy się bawić w nachalne treści sprzedażowe, to już zależy od Twojego wyczucia i umiejętności. Autor niniejszego wpisu radzi jednak szerokim łukiem omijać programy partnerskie połączone z marketingiem wielopoziomowym, gdzie konieczne jest ponadto wniesienie aportu finansowego (dokonania zakupu zestawu startowego). Zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim etyczności tego rodzaju postępowania.

Smutna prawda czyli Bez pracy nie ma kołaczy

Nie istnieje coś takiego jak zarabianie bez pracy. No dobrze, prawie nie istnieje. Ta sytuacja dotyczy tylko niewielkiego procenta dzieci baaaardzo bogatych rodziców (Paris Hilton?), gdzie pracą zajmują się inni, bo interesy są już dawno rozkręcone i działają bardzo sprawnie. Nie oznacza to bynajmniej świętego spokoju do końca życia, patrz światowy kryzys finansowy, ale na pewno znacznie ułatwia start w życie. Wszyscy inni niestety muszą się najpierw porządnie urobić albo trafić w genialną niszę, aby rzeczywiście mieć dochody pasywne na przyzwoitym poziomie. Dobra wiadomość jest taka, że z czasem pracy tej jest faktycznie mniej. Być może nawet nie będą się mogły o tym przekonać dopiero Wasze dzieci.