Jakich zleceń powinniśmy wystrzegać się jak ognia?

Czasami już w trakcie czytania samej treści potencjalnego zlecenia, zamieszczonego na jakimś portalu z ogłoszeniami tego typu, zapala nam się w głowie czerwona lampka. Alarm ten oznacza na ogół tylko jedno – będą problemy. „Abort, abort!”, usłyszelibyśmy zapewne w jakimś amerykańskim filmie akcji. Na pewno wielu z Was wie, o czym mowa, ale dla pewności przedstawiamy nasze krótkie podsumowanie zleceń – min.

Ale o co chodzi?

Bywa, że czytasz opis zlecenia raz, drugi, trzeci i w dalszym ciągu nie bardzo wiesz, czego dotyczy zlecenie. To ma być taka strona, jak ta co to wychodzi w pierwszej dziesiątce google na hasło gry online, ale nie pamiętam adresu, bo to było dawno, a poza tym ma nie być w czerwieni tylko z niebieskim, bo będzie o finansach, ewentualnie też trochę o nieruchomościach, ale to potem zdecydujemy, zresztą w pierwszej kolejności będziemy tę starą pozycjonować, podaj numer GG i ile byś za to chciał… Uffff. Daj Boże, jeśli jeszcze ortografia w tym strumieniu świadomości jest w miarę poprawna. Gorzej jeśli twój pracodawca pisze jak niedouczony gimnazjalista o „artykółach”, które mają być poprawne gramatycznie, stylistycznie i ortograficznie, co zleceniodawca oczywiście skrupulatnie sprawdza, a za „nie rzetelność niepłaci”.

Proszę o najlepszą/rozsądną ofertę

Czyli tłumacząc z polskiego na nasze: chyba nie sądzisz, że za precla zapłacę Ci więcej niż złotówkę, tłumaczenie na angielski masz wykonać z pocałowaniem ręki za mniej niż 10 zł za stronę 1800 znaków bez spacji a strona www powyżej 100 PLN świadczy o tym, że jesteś obrzydliwym naciągaczem, któremu nie chce się pracować itd., itp. Najlepsza cena oznacza naturalnie sam zysk dla klienta, poszukującego – nie bójmy się użyć tego słowa – jelenia, który wykona zadanie świetnie i za pół darmo. W takich sytuacjach prosimy dawać owszem najlepszą ofertę – przede wszystkim dla siebie. Zapewne nie zostanie wybrana, a wręcz może nawet być brutalnie usunięta z serwisu aukcyjnego, ale przynajmniej będzie głosem wolnego rynku, a nie podawaniem kolejnych dumpingowych cen.

Poszukuję młodych ludzi, najchętniej studentów oraz zależy mi na czasie

A więc znowu chodzi o pieniądze, bo jak wiadomo polski student przymieranie głodem ma we krwi, ewentualnie utrzymują go rodzice, a on potrzebuje pieniędzy tylko na ekstra wydatki typu papierosy lub piwo. W zależności od hojności potencjalnego zleceniodawcy – raz w tygodniu lub raz w miesiącu. Poza tym pragnący dorobić młody człowiek rwie się do roboty i na pewno skończy pracę raz dwa. Przebierających nogami z niecierpliwości klientów, którzy potrzebują wszystkiego na już, też lepiej się wystrzegać. Często spotykana jest u nich dysproporcja, jeśli chodzi o prawa i obowiązki każdej ze stron. Najczęściej objawia się to tym, że Ty masz dla niego pracować w tempie na wczoraj, on Ci natomiast zapłaci pojutrze albo powie, że teraz nie ma czasu. W końcu terminy go gonią i on naprawdę nie ma głowy do takich drobiazgów.

Możliwa stała współpraca czyli wielkie plany, które rozpływają się we mgle

Obietnica dalszej, owocnej współpracy ma nas ewidentnie skłonić do podania niższej stawki. To kolejny chwyt stosowany przez zleceniodawców-myśliwych na rykowisku. Prawdopodobnie w 8 przypadkach na 10 do dalszej kooperacji już nie dochodzi, ale klient osiągnął cel – drobną usługę wykonaną z 20-30% rabatem. Choć faktycznie zdarzają się chlubne wyjątki. Najczęściej, jeśli do realizacji danego projektu (na przykład napisania artykułów na stronę) wybieranych jest kilka osób, jest szansa, że na finiszu ostaną się tylko Ci najlepsi, którym faktycznie zaproponuje się konkretne cykliczne zlecenia. W końcu nie ma się co dziwić, że klient chce przetestować kontrahenta, zanim podpisze z nim umowę na dłużej.

Minimum treści, maksimum wymagań

Czasem zdarza się klient minimalista, który potrzebuje po prostu strony i prosi o oferty. Tematyka, ilość podstron, technologia wykonania i cała masa innych parametrów to na tym etapie „zbędne szczegóły”, a on „nie odpowiada na miale”. Nie wiesz, jaka strona, znaczy, że się nie znasz i tyle. Ewentualnie jesteś namolnym freakiem, którego należałoby zgłosić na policję. Nawet jeśli zleceniodawca Cię wybierze, nie spodziewaj się lepszej współpracy po fakcie. Najprawdopodobniej będzie milczał, jak grób, a Ty będziesz musiał/a wymyślić wszystko sam/a. Oznaką, że twoja praca przypadła mu do gustu, będzie niespodziewany przelew na koncie. Jeśli nie, możesz spodziewać się nagłego potoku słów w komentarzu negatywnym do zlecenia. Jednym słowem rosyjska ruletka.

Zastrzegam sobie prawo do niewybrania zwycięzcy aukcji

Jeśli natrafisz na tego rodzaju zdanie w opisie zlecenia, raczej daruj sobie przygotowywanie wypieszczonej prezentacji swoich usługi i portfolio. To tak naprawdę nie jest zlecenie, a zapytanie ofertowe. Po prostu wystawiający zlecenie chce się zorientować w stawkach i zakresie oferowanych prac. No dobrze, możesz się przyłożyć, składając ofertę, ale raczej nie nastawiaj się na to, że zlecenie już jest twoje, chyba że wierzysz w potęgę pozytywnego myślenia i sprawiedliwość karmy. Masz na pewno większe szanse, kiedy twoja stawka jest wyjątkowo niska, bo na ogół to właśnie ten czynnik w Polsce decyduje o wyborze wykonawcy. Ciągle jednak cena może być zbyt wysoka, w stosunku do oczekiwań klienta. Dowiesz się tego, gdy od zakończenia licytacji upłynęły już dwa tygodnie, a zwycięzcą nadal nikt nie został.

Stawkę wyślij na satan69 [małpa] buziaczek.pl – tylko poważne oferty.

Czasami dane zleceniodawcy są absolutnie tajne przez poufne, a od nas wymagane jest niemalże CV ze zdjęciem, szczegółowy opis doświadczenia z ostatnich pięciu lat oraz referencje od trzech klientów. Taka jednostronność na pewno nie wróży dobrze, a poza tym wiele się ostatnio pisze o próbach wyłudzenia prywatnych danych i kradzieży tożsamości. Zdarzają się też szantaże o charakterze seksualnym, który to temat poruszyliśmy swego czasu na naszym forum. Dlatego, jeśli masz współpracować z jakimś idiotycznym nickiem, lepiej dwa razy przemyśl, czy na pewno masz ochotę bawić się potem w szpiega, który po numerze gadu gadu będzie dociekał prawdziwych personaliów tej osoby. Naszym forumowym agentem CIA jest @Serv-tech, a o swojej „pracy” pisał na przykład tutaj.

Potrzebuję czegoś jak Norton Antywirus, ile by to kosztowało” czyli klient oderwany od rzeczywistości

Tak, tak. Bywają i takie osoby, które najwyraźniej w ogóle nie orientują się w realiach rynkowych, w jednym zdaniu prosząc o wycenę czegoś, co warte jest co najmniej grube tysiące, jak nie miliony. Najprawdopodobniej są to fantaści, którym marzy się powrót do czasów garażowych firm komputerowych z Doliny Krzemowej, kiedy przy minimalnym nakładzie pieniędzy powstawały prawdziwie przełomowe odkrycia rewolucji informatycznej. Druga możliwość to oczywiście sprytny klient, poszukujący koni pociągowych dla swojego wózka o nazwie sukces i pieniądze. Naszym zdaniem – kompletna strata czasu.

Darmowe próbki oraz prośba o wstępne propozycje wykonania

Chyba najbardziej irytującym rodzajem zleceń są te, gdzie jawnie mówi się nam, że mamy pracować za darmo. Jasne, czasami jest to wskazane, zwłaszcza jeśli to my jesteśmy zlecającym, nieprawdaż? Przy czym „próbka” to w przypadku tłumaczeń tekst na maksymalnie 900 znaków ze spacjami. Tyle naprawdę wystarczy, aby zorientować się, czy nasz tłumacz faktycznie do tego zawodu się nadaje, czy tylko sprawnie obsługuje kombinację klawiszy ctrl+c, ctrl+v oraz stronę google translator. Poza tym uczciwie jest zaproponować, że po pozytywnej weryfikacji próbka ta zostanie włączona w koszt wykonania przekładu całego tekstu. Ze wstępnymi propozycjami sygnetu, logotypu, layoutu strony najczęściej mają do czynienia graficy. Oznacza to ni mniej ni więcej, ale turniej ofert, gdzie nagrodą jest majacząca niczym fatamorgana na pustyni obietnica współpracy. Szansa na wygranie tego konkursu jest mniej więcej taka sama jak w audiotele. Czyli najpierw sporo inwestujesz, a stopa zwrotu może nie pokryć naszych wydatków.

zdjęcie pochodzi z flickr.com

O czymś nie napisaliśmy? Daj znać na forum.

Windykować czy nie windykować, oto jest pytanie…

Niestety zapewne wielu z nas natknęło się na swojej freelancerskiej drodze na zwykłego oszusta i kłamcę. Umowa, które miała zostać podpisana „zaraz po zleceniu, bo teraz zależy nam na czasie”, wcale nie dotarła, a zleceniodawca zapadł się pod ziemię. Wypłacalność klienta skończyła się na zaliczce, do tego stopnia, że najwyraźniej nie ma nawet z czego zapłacić za telefon, który uparcie zgłasza „abonenta niedostępnego”. Próbny projekt, „który na tę chwilę wymaga jeszcze kilku drobnych poprawek”, został po prostu bezczelnie wykorzystany, a o zapłacie możemy zapomnieć. Czy wreszcie problemem są zawsze innipoczta, księgowość, prezes, wspólnik. A na koncie dalej nic.

Realiści powiedzą tu zapewne z przekąsem: „A na co liczyłeś/aś? Klient to klient. Umowa, zaliczka, praca, faktura, przedsądowe wezwanie do zapłaty, sądowy nakaz płatności.” I na pewno mają rację, bo to jest zdecydowanie najlepszy sposób na to, aby uniknąć problemów. A to że współpraca będzie mniej sympatyczna, tylko raczej chłodna i sformalizowana? No cóż, od przyjemnego spędzania czasu mamy raczej przyjaciół, a nie klientów. A w ten sposób przynajmniej zabezpieczamy nasze interesy. Jeśli pracujesz bez umowy, nie masz pełnych danych do faktury twojego zleceniodawcy, a wręcz znasz go tylko jako nick na Allegro lub numer na GG, to apelować możesz w zasadzie tylko i wyłącznie do jego poczucia przyzwoitości, ewentualnie robić mu czarny PR śledząc na różnego rodzaju forach i portalach społecznościowych. Szczerze nie polecamy tej metody, ponieważ tego rodzaju prześladowanie, nawet poniekąd w słusznej sprawie, jest niezgodne z prawem.

Co więc zrobić, kiedy daliśmy się naciąć? Czy jest jakaś szansa na to, aby w końcu wywalczyć pieniądze? Lepiej przeboleć, czy pobawić się w windykatora?

Windykacja na pewno nie jest przyjemna, zabiera też z reguły sporo czasu oraz najpierw naraża nas na koszty, zanim będziemy mieć szansę odzyskać należność. Będzie to zapewne minimum kilka telefonów, sporo maili, ponowna wysyłka faktury lub umowy pocztą, bo poprzednia w tajemniczych okolicznościach „zaginęła” i mnóstwo straconego czasu i nerwów. Stad też przy sporych kwotach od większych podmiotów można rozważyć skorzystanie z usług profesjonalistów, czyli firm windykacyjnych. Niestety panowie z Kruka i innych tego typu agencji są nie w ciemię bici i na pewno sami chcą przede wszystkim zarobić a nie stracić. Dlatego nie dziwmy się, jeśli ich entuzjazm dla naszego zlecenia nie będzie zbyt wysoki, tym bardziej kiedy dług jest świeży. Dla firm windykacyjnych znacznie korzystniejsze są długi mocno przeterminowane oraz przejmowane w stosunku do naprawdę dużych instytucji, jak na przykład szpitale oraz instytucje państwowe. Na pewno warto jednak spróbować – zadzwonić, dowiedzieć się o koszty, o to, jak wygląda procedura. Może właśnie nie do tych największych, ale do mniejszych agencji, które prawdopodobnie będą mniej wybredne. Poza tym jeśli w między czasie postaramy się o sądowy nakaz zapłaty, o czym szerzej pisaliśmy tutaj, prawdopodobnie nie będziemy mieć problemu z odsprzedażą długu i nasze szanse na pozytywny finał rosną.

Jeśli mimo wszystko dalej zostaliśmy sami z naszym „śmierdzącym jajem”, jest zawsze szansa, że naszego kontrahenta przestraszy sam napis na kopercie: „Firma windykacyjna OSIŁEK”, „FANI BASEBALLU” lub coś równie wymyślnego. Obawiamy się jednak, że na tego rodzaju działalność trzeba mieć w naszym pięknym kraju jakąś licencję, nie radzimy więc tworzyć takich wirtualnych bytów, nawet jeśli wasza desperacja sięga zenitu. W ostateczności pozostaje nam przecież jeszcze droga sądowa, choć wielu wolnych strzelców na sam dźwięk słowa „sąd” czuje rosnące osłabienie i niemoc. Dlatego czasami decydujemy się jednak odpuścić. Z jednej strony to rozumiemy – kto jest bez winy, niech pierwszy itd. – ale niestety w ten sposób nie pracujemy na to, aby nieuczciwość w polskim biznesie ukrócić, aby potencjalni naciągacze wiedzieli, że nie są całkowicie bezkarni. Jako freelancerzy nie musimy być tą słabszą stroną sporu, choć jeśli naszym przeciwnikiem jest kancelaria prawnicza, o czym mogliśmy nie tak dawno przeczytać na forum, to rzeczywiście jest to wyzwanie. Mimo wszystko zachęcamy do walki o swoje – być może wtedy całej naszej braci we freelancingu będzie łatwiej.

Zdjęcie pochodzi z flickr.com

Sprzedać Sprzedaż

Pracujemy ciężko, pracujemy dobrze, ale to nie wszystko. Trzeba jeszcze to, co wykonaliśmy lub wykonujemy, sprzedać i tu jest pies pogrzebany. Jak to zrobić, żeby usłyszał o nas klient i co najważniejsze – wynajął? Jak mawia całkiem nowe przysłowie: „Gdyby teraz wynaleziono koło, bez reklamy nigdy by się nie sprzedało”. Musisz więc się odpowiednio zareklamować, czyli między innymi stworzyć swoje portfolio.

Prezentacja naszych dokonań w sieci

Ale ja się nie znam! Ale ja nie potrafię! Nie ma problemu, przy dzisiejszym wysypie portali, gdzie możemy zamieścić swoje prace, każdy znajdzie coś dla siebie i na pewno nie będzie mieć żadnych problemów z obsługą swojej strony www. Poniżej kilka przykładów:

Dla piszących oraz wszelkiego typu doradców finansowych, podatkowych i PR-owców – na początek wystarczy zwykły blog, np. na http://www.blogger.com, wordpress.com, http://www.blox.pl i wielu, wielu innych serwisach blogowych tego typu. Jedyną trudnością przy założeniu bloga na tych portalach jest w zasadzie wymyślenie jego nazwy.

Dla rysujących (również w AutoCADzie) oraz demonów fotografiihttp://www.artserwis.pl/, http://carbonmade.com/, http://portfolio.deviantart.com/, bez znajomości programowania łatwo i prosto stworzymy swoją stronę z portfolio.

Webmasterzy – tu nie ma prostych rozwiązań, chyba nikt nie kupi strony www od webmastera, który ma swoje portfolio na jednym z powyższych darmowych portali. No przepraszam, skoro jesteś webmasterem i nie masz swojej strony, to nie wyglądasz poważnie.

Tłumaczom polecamy rejestrację na branżowym portalu Globtra.com i/lub Proz.com, gdzie można zamieścić opis swojego wykształcenia, informację o stawkach i dane kontaktowe. Obydwa portale mają ponadto system ocen, dzięki czemu możemy zbierać referencje.

Informatycy raczej nie powinni mieć problemu z instalacją prostej wizytówki na darmowym serwerze, aby dać się klientom namierzyć w sieci. Natomiast nieważne jakie rozwiązanie wybiorą pozycjonerzy, byle tylko ich stronka wyskakiwała w TOP 10.

Strona internetowa to tak jakby nasz pracownik-handlowiec, który działa przez całą dobę, przez 7 dni w tygodniu i do tego bez prowizji, więc warto poświęcić trochę czasu, aby był efektywny i pracował naprawdę dobrze.

Ogłoszenia, reklama

Czy widzieliście może na skrzyżowaniach przy światłach ogłoszenia typu „Strony www tanio”, „Bądź pierwszy w googlu”? Nie mam pojęcia jaką realną skuteczność mają takie reklamy (szczególnie jeśli jakiś złośliwiec zalepi swoim afiszem telefon kontaktowy lub adres strony), ale najwyraźniej odnoszą jakiś skutek, skoro napisano o nich w internecie.

Ale teraz na poważnie – pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zrobić na początku naszej działalności, kiedy nasze portfolio jest jeszcze pustawe, to powiadomić jak największa ilość znajomych o tym, czym się teraz zajmujemy. Facebook to niezłe narzędzie, jeden wpis i większość waszych znajomych wie, co robimy, ba może nawet ktoś to „polubi”. Drugą rzeczą, nad którą możemy się zastanowić, są darmowe ogłoszenia w internecie np. przez www.gumtree.pl, choć niestety nietrudno zauważyć, że większość freelancerów wpadła na ten sam pomysł. Jednak jeżeli zajmujemy się szkoleniami, np., językowymi (korepetycjami), jest to całkiem skuteczne narzędzie.

Można też rozważyć posiadanie swojego profilu na serwisach społecznościowych dla profesjonalistów jak na przykład Goldenline.pl lub LinkedIn albo portalach typu www.zlecenia.przez.net, www.oferia.pl, www.freelancer.com czy między innymi na naszym forum, gdzie czasem też pojawiają się zlecenia. Niestety rynek zleceń na wielu portalach ze zleceniami jest opanowany przez gimnazjalistów (polskie portale) lub Hindusów i Chińczyków (portale zagraniczne), którzy zaniżają ceny, a potem często nie wykonując zleceń lub wykonując je kiepsko. I potem wychodzą takie kwiatki – TlumaczPRO jest poszkodowanym klientem:

Kontakt osobisty

Bawiąc się w handlowca i samemu telefonując do klientów, można naprawdę wiele zyskać, choć nie każdy czuje się na siłach w ten sposób siebie promować. Można wobec tego wysyłać maile z ofertą, ale trzeba się wtedy liczyć z tym, że nie zostaną one nigdy przeczytane, bo wylądują od razu w koszu lub w najlepszym razie w spamie. Można też przygotować wstępny projekt tekstów/layoutu/aplikacji dla serwisu, który nie wygląda zbyt dobrze i wysłać mailem informacje, że chętnie pomożesz. Możemy w ten sposób zyskać klienta, ale niestety może się też okazać, że straciłeś/aś czas na darmo.

Polecenia

To jest najlepszy sposób na zdobycie nowych klientów, jest to jednak dość trudne. Jeżeli nasza praca będzie zawsze najlepsza i każdy klient będzie zadowolony, wtedy wcześniej czy później, pojawią się nowi kontrahenci, przysłani przez naszych stałych zleceniodawców. Jeśli jesteśmy godni zaufania i zawsze dotrzymujemy warunków umowy, na pewno klient nie będzie się bał za nas poręczyć. Możemy też delikatnie wspomóc go w decyzji, oferując rabat za każdego poleconego kontrahenta.

Podsumowując: Nikt nie mówił, że będzie lekko.

zdjęcie pochodzi z flickr.com

Odzyskać pieniądze

Większość z nas uważa, że sądy w Polsce są (nie)rychliwe i (nie)sprawiedliwe. Nie każdy chce być prawnikiem, ale znajomość prawa jednak popłaca. Gdy klient nie chce nam zapłacić, trzeba go do tego zmusić. Sądowe postępowanie upominawcze jest tym, co freelancerzy powinni znać i wykorzystywać.

Przepis na odzyskanie należności:

Składniki:
  • dowód należności,
  • podpisana przez dłużnika faktura VAT,
  • rachunek do umowy o dzieło razem z umową o dzieło,
  • wezwanie do zapłaty, (obowiązkowo),
  • uznanie długu, inaczej mówiąc podpisane przez dłużnika (najlepiej mieć, wtedy bez problemu uzyskamy sądowy nakaz zapłaty),
  • weksel lub czek, prawidłowo wypełnione.
Im więcej dowodów tym lepiej.

Przygotowanie:

Przygotowujemy pozew, który powinien zawierać następujące lub podobne zdanie: „Zgodnie z art. 4841 § 2 k.p.c we własnym imieniu wnoszę o rozpoznanie sprawy w postępowaniu nakazowym”.

Ponadto pozew powinien mieć:

  • datę,
  • nazwę i adres sądu gdzie składamy pozew,
  • oznaczenie rodzaju pisma,
  • oznaczenie stron w pozwie,
  • określenie kwoty spornej,
  • żądanie pozwu,
  • uzasadnienie pozwu,
  • przedstawienie dowodów,
  • i oczywiście, jak na każdym urzędowym dokumencie, podpis

Sąd rozpatruje taki pozew na posiedzeniu niejawnym i jeżeli wszystkie dokumenty są OK i nie budzą zastrzeżeń sądu, wydawany jest sądowy nakaz zapłaty. Jeżeli dokumenty są niejasne lub niejednoznaczne, sąd może wyznaczyć rozprawę i żądać wyjaśnień.

Dla kwot poniżej 10 000 zł pozew należy złożyć na specjalnym formularzu. W punkcie 8 wpisujemy formułkę: „Zgodnie z art. 4841 § 2 k.p.c we własnym imieniu wnoszę o rozpoznanie sprawy w postępowaniu nakazowym”, a resztę wypełniamy zgodnie z opisami. Taki formularz razem z załącznikami (po jednym dla każdej ze stron plus jeden dla sądu) zanosimy do sądu lub wysyłamy listem poleconym. Zanosząc pozew do  sądu, najlepiej jest na swojej kopii podbić pieczątkę przyjęcia dokumentu.

Jeżeli dobrze przygotowaliśmy dokumenty, sąd bez problemu wydaje nakaz zapłaty i wysyła go do dłużnika, który ma dwa tygodnie, aby się do tego odnieść. Jeżeli nic nie zrobi, wówczas nasz sądowy nakaz zapłaty jest gotowy i możemy zatrudniać komornika.

Koszty sądowego nakazu zapłaty:

  • do 2000 zł: 30 zł
  • 2000 zł – 5000 zł: 100 zł;
  • 5.000zł -7500 zł: 250 zł;
  • 7500 zł -10000 zł: 300 zł
  • powyżej 10000 zł: (Kwota sporu *5%)/1/4

Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli tego przepisu często stosować.

zdjęcie pochodzi z flickr.com

10 przykazań freelancera

Pierwsze przykazanie freelancera – Nie będziesz pracował bez umowy. Czyli z nowymi klientami staramy się zawsze podpisywać umowę. Jeżeli klient chce pracę bez umowy, to żądamy zapłaty z góry. Klienci, których znamy, mogą liczyć na trochę mniej restrykcyjne podejście. Jednak jeżeli klient jest znany, ale z tego, że nie płaci, wtedy zawsze żądamy przedpłaty. Takie podejście ma tę, zaletę że pracujemy i nie martwimy się o pieniądze.

Drugie przykazanie freelancera – Nie będziesz odpuszczał oszustom. Jeżeli jednak trafi nam się klient niepłacący, nie można mu odpuścić. Przecież to nasze zarobione pieniądze. Jeżeli praca została wykonana zgodnie z umową, należy nam się wynagrodzenie. Wysyłamy wezwania do zapłaty, jeżeli to nie pomoże, zgłaszamy sprawę do sądu, na policję i oczywiście umieszczamy informacje na temat niesolidnego płatnika na forach internetowych, Facebook’u itp.

Trzecie przykazanie freelancera – Pamiętaj, abyś miał przynajmniej jeden dzień w tygodniu wolny. Przepracowanie nie jest dobre dla tego biznesu. Zmęczony człowiek popełnia błędy i może być niebezpieczny dla otoczenia, a nie chcielibyśmy, aby nasze dzieła były złej jakości.

Czwarte przykazanie freelancera – Dbaj o sprzęt. Nie jest istotne, czy jesteś grafikiem, programistą, copywriterem czy architektem. Dziś freelancer pracuje głównie na komputerze, nie ma znaczenia czy masz super wypasioną stację roboczą z kartą graficzną zdolną wykonywać animacje 3D w wysokiej rozdzielczości z szybkością 69 klatek na sekundę, czy  komputer tylko do pisania z procesorem Pentium II – jeżeli sprzęt Ci się zepsuje, to ciężko będzie dotrzymać terminu.

Piąte przykazanie freelancera – Nie zapominaj o backupach. Nawet najbardziej zadbany sprzęt może nas zawieść. Jeżeli regularnie wykonujemy kopię zapasowe, nie ma problemu, ale jeżeli nie, to wtedy jest zwykle za późno. Kopie zapasowe najlepiej jest wykonywać codziennie, a jeżeli mamy naprawdę ważną pracę – co godzinę. Wtedy w przypadku awarii tracimy tylko dane z ostatnich kilkudziesięciu minut, a nie cały projekt. Kopie zapasowe najprościej jest wykonywać na pendrivach, które w chwili obecnej są na tyle pojemne, że pomieszczą duże ilości danych.

Szóste przykazanie freelancera – Pracuj na oryginalnym oprogramowaniu. Wykorzystywanie pirackich programów nie jest dobrym rozwiązaniem. Jeżeli chcesz pracować i zarabiać, legalne oprogramowanie to podstawa. Oczywiście jeżeli jesteś początkującym freelancerem, który nie ma jeszcze dużych przychodów, można zaopatrzyć się w studenckie wersje oprogramowania komercyjnego lub oprogramowanie Open Source, które zwykle nie ustępuje komercyjnym programom.

Siódme przykazanie freelancera – Nie korzystaj z cudzej pracy bez pozwolenia. Jeżeli korzystamy z cudzej pracy, to tylko tak, aby nie naruszać praw autorskich tych osób. Po pierwsze jest to złamanie prawa, a po drugie wartościowi klienci  nie będą chcieli współpracować z oszustem.

Ósme przykazanie freelancera – W portfolio umieszczaj tylko własne pomysły. Wiele razy widziałem na portfoliach różnych freelancerów, że doskonale wykonują tutoriale.

Dziewiąte przykazanie freelancera – Korzystaj z social network. Nic tak nie pomaga w pracy freelancera, jak dobry profil na FB, blog czy inny sposób przekazywania swoich myśli i pomysłów. Dzięki temu lepiej się pozycjonujesz ze swoim biznesem i jesteś lepiej odbierany przez potencjalnych klientów.

Dziesiąte przykazanie freelancera – Dokształcaj się. Świat się zmienia i najczęściej idzie do przodu, nie możemy zostać w tyle, bo stracimy klientów. Czytajmy blogi takie jak ten, książki o marketingu, biznesie itp., aby stale poszerzać swoją wiedzę.

Niestety misjonarski kanon, który otrzymał ten artykuł nie pozwala nam na poszerzenie ilości przykazań, bo mogłoby to się spotkać ze złym przyjęciem wśród niektórych środowisk.
zdjęcie pochodzi z flickr.com

Wypalenie w pracy

1. Przeciążenie pracą
Brak odpoczynku w weekend -ze względu na termin, lub zbytnie przywiązanie do swojej pracy? To szybka droga do wypalenia. Im dłużej pracujesz bez odpoczynku, tym szybciej tracisz motywację i nie jest ważne jak bardzo lubisz swoją pracę.

Wyczerpanie psychiczne dla freelancerów objawia się ospałością i długotrwałym zmęczeniem, frustracją, a także szybkim wpadaniem w złość i irytację. Nikt nie jest w takim stanie efektywnie pracować i tworzyć! Dlatego właśnie potrzebny jest odpoczynek.

2. Zwlekanie
„Termin zostanie przeniesiony na następny tydzień, więcej czasu, na zwlekania!” Im bliżej terminu, tym większe poczucie bezproduktywności. Poczucie bezproduktywności może wywołać dwie reakcje:
– pierwsza to taka ze weźmiesz się nareszcie do roboty
– druga nie weźmiesz się do roboty bo się dobijesz.

3. Nuda
To zdarza się wszystkim, a szczególnie osobom pracującym w domu. Większość freelancerów nudzi się kilka razy w tygodniu, nawet w samym środku pracy! To jest normalne, nawet największy introwertyk będzie się nudził podczas samotnej długotrwałej pracy.

4. Nieszczęście
Jesteś dobry w tym co robisz ale już cie to nie bawi. Tak nie powinno być. Większość freelancerów kocha to co robi, i tak powinno być. Ale są chwile, kiedy nie ważne jak wielki masz zapał do pracy, klienci łatwo zepsują twój dzień. Sposób? Nie jesteś sam w walce z klientami, wystarczy przelać to wszystko na forum, bloga itp. Śmiej się z tego razem ze znajomymi.

5. Nierealistyczne Cele
Cele do osiągnięcia, zarówno krótko jak i długoterminowe to dobry dobry sposób, aby zmotywować się w pracy. Nie powinny być one zbyt wydumane typu – zostanę milionerem w wieku 23 lat. Owszem możesz wygrać w Lotto ale szansa na to jest taka sama gdy kupisz los na loterii i gdy tego losu nie kupisz. Zbyt optymistyczne cele mogą nie działać tak dobrze jak małe kroczki.

Porady od Brawo

Spróbuj unikać uczucia rozpaczy, w niedzielne wieczory, wiedząc, że następnego dnia jest kolejny dzień pracy.

Kiedy ostatni raz byłaś/eś w parku? Będąc niewolnikiem pracy raczej dawno. Wyjdź na zewnątrz i poczuj słońce, świeże powietrze, przywitaj się z sąsiadami, kupić lody (LOL). Spróbuj prowadzić bardziej orzywione zycie towarzyskie, ucieczka z pracy od czasu do czasu!

Zrób mapkę rzeczy do zrobienia. Wyjaśnij sobie co należy zrobić, aby dostać się z punktu A do punktu Z, opcjonalnie usuwając rozrywki i rzeczy, które nie są niezbędne do pracy.

Rozmawiaj z ludźmi. Ludzie lubią dzielić się swoimi uczuciami z innymi ludźmi. Im więcej mówienia o złych uczuciach (i dobrych też) tym lepiej dla Ciebie. Ludzie mogą pomóc. Może to zabrzmi dziwnie, ale spróbujzacząc od motywowania siebie, to też działa.

Idź do spa, na masaż, kup sobie zwierzaka, zafunduj sobie ulubione potrawy, idź do kina. Nikt nie jest za stary, żeby to zrobić. Najbardziej pracowitym ludziom tak naprawdę nie chce pracować, żyje się po to żeby cieszyć się życiem!

zdjęcie pochodzi z flickr.com

Witaj, świecie! nareszcie

Dziś otwieramy nowy rozdział w działalności naszego portalu blog. Mamy nadzieje że będzie to miejsce gdzie będzie miło zaglądać w przerwach w pracy. będziemy tu zamieszczać informacje i artykuły które mogą was zainteresować. A zatem miłego czytania, i do zobaczenia ;)

zdjęcie pochodzi z flickr.com