Gatunki klientów

Obracając się w biznesowej dżungli dobrze jest choć trochę znać się na zoologii i botanice, aby szybko rozpoznać gatunek klienta i móc odpowiednio zareagować. Być może wszyscy wiedzą, że Wilcza Jagoda jest niejadalna, a Barszczu Sosnowskiego nie należy mylić z barszczem ukraińskim. Jednak takie wiadomości nie przydadzą nam się w biznesowej głuszy. Dlatego przestawiamy systematykę klientów, aby każdy z nas z łatwością odróżnił wyzyskiwacza od namolnego sknery.

Różne typy klientów

zdjęcie pochodzi z flickr.com

Wyzyskiwacz pospolity (Exploiter Silvestris)

Jeden na najbardziej pospolitych gatunków. Występuje licznie na wielu portalach ze zleceniami, a także w naturalnym środowisku. Możemy go łatwo rozpoznać po słowach typu „proszę o najlepszą ofertę”, „ale, to za dużo”, „a nie dałoby się taniej i na dziś” i podobne. Nigdy nie wie, jaki jest dzień tygodnia, choćby był piątek 22:00, wysyła maila ze pilnym zleceniem, które musi być gotowe na poniedziałek rano. Gdy my po całym weekendzie pracy odeślemy mu w poniedziałek nasza pracę, na pierwszą odpowiedź możemy oczekiwać około środy. I zwykle z pretensjami, że praca jest źle zrobiona. Wyzyskiwacz uważa, że zjadł wszystkie rozumy, a freelancer powinien być wdzięczny, że klient pozwolił mu dla siebie pracować. Oczywiście na początku współpracy nie obejdzie się bez darmowej próbki, a najlepiej trzech. Nasza rada: unikać, a jeżeli już pracujemy z wyzyskiwaczem, podpisujemy umowy, wymagamy zaliczek i wszystko opisujemy w mailach, żądając potwierdzenia.

Słodki drań (Gravis Suave)

Większość słodkich drani jest miła na początku współpracy i dlatego niestety Słodcy Dranie są często myleni z Normalnym Klientem. Na nieszczęście nie jest łatwo ich odróżnić po pierwszym kontakcie. Zwykle większość z nich obiecuje złote góry, wielki projekt, mnóstwo zamówień a poza tym jest taki profesjonalny, że aż boli, no i zawsze mu się śpieszy. To wszystko sprawia, że nasza czujność jest obniżona, ale niestety po oddaniu zlecenia kontakt się urywa. A my wtedy z przykrością stwierdzamy, że poza mailem lub imieniem nie mamy nawet umowy, o danych do faktury nie wspominamy. Często wówczas nie odzyskujemy pieniędzy, choć na szczęście bywa to możliwe, tyle że po długiej batalii. Nasza rada: na wstępie prosimy o dane do faktury lub dane do umowy o dzieło. Po otrzymaniu takich danych możemy sprawdzić w internecie, czy z danym klientem nie ma problemów. Często Słodki Drań nie podaje swoich danych i wymiana wiadomości wygasa już na tym etapie. Jest to ostateczne potwierdzenie, że spotkaliśmy Słodkiego Drania.

Namolny Sknera (Avarus Importunus)

Jeżeli w odpowiedzi na naszą ofertę cenową dostaliśmy maila z pytaniem o rabat może to oznaczać, że z ostępów gospodarczej dżungli wyłonił się Namolny Sknera. Klient ten po otrzymaniu pierwszego rabatu, żąda kolejnego i drąży tak długo, aż nie uzyska następnego i jeszcze jednej obniżki, wysuwając coraz to nowe, absurdalne argumenty typu: „sam mogę przecież to zrobić, ale nie mam czasu, a mój czas jest wart tyle i tyle”, „przecież zamiast ciebie znajdę innego, który zgodzi się pracować za połowę twojej stawki” itp. Trzeba przyznać, że zwykle nie realizuje on swoich gróźb i wraca jak bumerang z kolejnymi propozycjami. Nasza rada: naszą pierwszą ceną powinna być cena o około 15-20% wyższa niż zwykle, wtedy schodząc z ceny nie doznajemy uszczerbku, a klient jest zadowolony ze swojej przebojowości, jednym słowem wilk syty i owca cała. Tym bardziej, że klient ten zna aż za dobrze wartość pieniądza i na ogół skwapliwie wywiązuje się ze swoich zobowiązań finansowych.

Namolny Sknera Maruda (Avarus Importunus Lingerer)

Podgatunkiem Namolnego Sknery często jest Namolny Sknera Maruda. Różnica polega na tym, że jak już wspomnieliśmy Namolny Sknera zwykle płaci za zlecenie bez gadania, natomiast odmiana Maruda po oddaniu zlecenia szuka dziury w całym, zasypuje nas epistołami wykazując brak kompetencji, chcąc jeszcze urwać coś z naszego wynagrodzenia. Nasza rada: umowa, odwołanie się do wstępnych ustaleń i konsekwentne acz uprzejme odpieranie kolejnych ataków powtarzaniem mantry: „w umowie o tym nie wspomnieliśmy„, „proszę sprawdzić maila z dnia tego i tego, gdzie rozwiązaliśmy ten problem„. Zwykle działa. Jeżeli nie, wówczas możemy dla świętego spokoju wprowadzić kilka poprawek lub obniżyć cenę o kolejne 2% i czekać na przelew.

Szybkościowiec (Perversus Punctuitas)

Jest to strasznie znerwicowany i niecierpliwy klient. Po ustaleniu w poniedziałek terminu oddania pracy na piątek, już w środę pyta, czy projekt jest gotowy, bo on już powinien go mieć. Po naszej odpowiedzi, że termin oddania to piątek albo się piekli, że przecież potrzebuje tego na jutro, a najlepiej na dziś, bo drukarnia/pozycjonowanie/klienci (niepotrzebne skreślić), albo mówi ok, ale na drugi dzień zadaje ponownie pytanie, czy już może dostać projekt lub chociaż jakąś jego część, wyrywając nas z rytmu ciągłym telefonicznym lub mailowym nękaniem. Nasza rada: „Termin oddania pracy to piątek, za dodatkową opłatą (odpowiednio wysoką, aby zadziałała jak kubeł zimnej wody) jestem w stanie nie spać dziś i skończyć na jutro”.

Klient Zamglony (Emptor Nebula)

Jeżeli zdarza wam się pracować z klientem, który sam nie wie czego chce, to macie do czynienia z Klientem Zamglonym. Chce stronę internetową, ale nie wie jaką, chce teksty, ale nie wie o czym, chce czegoś, ale nie wie czego. Obecnie populacja tego gatunku klientów utrzymuje się na stale niskim poziomie – działa tu po prostu selekcja naturalna, która dość szybko eliminuje takie osoby z rynku, choć czasem, w jakimś endemicznym ekosystemie trafi się prawdziwy zamglony król puszczy. Istnieją dwie jego odmiany – złota i miedziana. Odmiana Złota jest bardzo dobrym klientem, jeżeli tylko uda nam się odgadnąć jego myśli – będzie to jeden z naszych najlepiej płacących klientów, ufający nam bezgranicznie i wdzięczny, że istniejemy. Odmiana Miedziana nie rokuje – nawet jeżeli odgadniemy wszystkie jego zachcianki i potrzeby, i tak nie będzie miał środków na realizację kolejnych zleceń. Nasza rada: myślimy za klienta, często wybierając za niego i sprawdzamy wypłacalność.

Niedofinansowany Planista (Pecunia Apsentia)

Klient ten zwykle poszukuje do swojego super-duper-hiper-och-ach projektu programisty /grafika /handlowca /tłumacza /copywritera (niepotrzebne skreślić, choć najczęściej okazuje się, że klient poszukuje istnego omnibusa, który ma się znać na wszystkim). Wynagrodzeniem zwykle jest procent w przyszłych zyskach, linki do strony lub inny zastępczy środek pieniężny, zwykle niezbyt chodliwy. Nasza rada: szkoda naszej pracy, chyba że lubimy pracować za darmo albo potrzebujemy kontaktu z wizjonerem. I dla przypomnienia: dowolnie duży procent z zera zawsze daje zero.

Nadpomysłowy Dyktator (Commutatus Velocitas)

Jeżeli dostajemy zlecenie i wszystko już mamy ustalone, a tu nagle, znienacka otrzymujemy maila ze zmianami wcześniejszych ustaleń, które zwykle zmieniają cały projekt, oznacza to, że mamy do czynienia z Nadpomysłowym Dyktatorem. Często maile ze zmianami do projektu przychodzą codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Nierzadko też niestety, gdy zadowoleni z siebie oddajemy do wglądu gotowy projekt do ostatnich poprawek i zatwierdzenia dowiadujemy się, że koncepcja teraz jest już zupełnie inna. Nasza rada: Nie wykonujemy kolejnego projektu, nie poprawiamy w nieskończoność kolorów, szlaczków, itp. Należy uświadomić klientowi, jakie były wstępne ustalenia, na które się zgodził i wystawić fakturę. Inaczej możemy zostać z rozgrzebanym projektem na długie miesiące, ciągle mając coś do roboty, za coraz mniejszą stawkę za godzinę.

Normalny Klient (Profestus Communis)

Na szczęście w dżungli biznesu trafiają się także Normalni Klienci, dla których umowa jest umową, terminy są respektowane, dla niego normalne jest, że freelancer może chcieć zaliczki, że może się rozchorować, mieć plany urlopowe, o których zawsze informuje się z góry lub tak szybko, jak to możliwe. Klient taki nie unika trudnych rozmów np. w przypadku opóźnienia w płatności napisze maila, że nie może teraz zapłacić, ale postara się jak najszybciej. Reklamacja też będzie zawsze konkretna i podająca konkretne wytyczne do poprawek. Współpraca przebiega gładko i w miłej atmosferze. Nasza rada: dopieszczać i dokarmiać.

Często w wyniku mieszania gatunków dochodzi do krzyżówek, które mogą być połączeniem dwóch lub więcej gatunków. Nie są jeszcze dokładnie poznane warunki występowania, sposób rozrodu i ekosystemy klientów. Ale mamy nadzieję, że nasze badania i ekspedycje pozwolą na dokładniejsze poznanie ich zwyczajów, aby móc lepiej działać w naszym biznesowym freelancerskim środowisku.