Zarabianie przez Internet…

…jak nie dać się wpuścić w maliny szukając dochodu pasywnego

Idea zarabiania przez sieć, pracując przez godzinę góra dwie dziennie, to wiecznie pokutujący wśród aktywnych zawodowo Polaków mit rentiera, który tylko sprawdza, ile odsetek przyrosło mu przez noc na koncie. Dzisiaj jest podobnie. Posiadacze stron internetowych uczestniczący we wszelkiego rodzaju programach partnerskich oraz sprzedający na swojej stronie reklamy także co wieczór sprawdzają konto na Adsense lub Tradedoublerze, nieodmiennie frustrując się, kiedy przyrost środków w dalszym ciągu mierzony jest w centach/groszach a nie dolarach, euro czy choćby w złotówkach. Czy zatem dochód pasywny to tylko fatamorgana? Czy da się naprawdę zarobić na stronach internetowych?

zdjęcie pochodzi z flickr

Monopolista czyli Google AdSense

Jeśli „przejdziemy się” po dzisiejszym internecie, zauważymy, że nie ma chyba strony, na której nie pojawiają się reklamy Googla. Ok, są jeszcze pewne wyjątki, ale z systemu tego korzystają nawet tacy giganci jak Gazeta.pl czy Onet.pl. Zaletą Google Adsense jest jego olbrzymi zasięg oraz stały dostęp do emisji reklam, ale nie ma co liczyć na milionowe zyski (przynajmniej na początku). Przy wyświetleniach strony rzędu 10 tysięcy w miesiącu, spodziewany średni zarobek to od 3 do 10 euro, co oznacza pierwszą wypłatę (obecnie najmniejsza wypłata to 70 euro) po minimum pół roku. Przy złożeniu naturalnie, że na stronie jest jakaś treść, a nie same reklamy.

Reklama kontekstowa

Reklama w tekście czyli reklama kontekstowa jest oferowana na przykład przez system Adkontekst.pl. Polega ona na tym, że w treści artykułu umieszczony zostaje link sponsorowany (jedno słowo lub fraza w artykule zostaje „anchorem” tego linku). Wydawca strony (dumna nazwa osoby, która tworzy dany serwis lub prowadzi blog) zarabia na klikach w ten link, przy czym istnieje wymóg formalny posiadania minimalnie 30 000 wejść na stronę miesięcznie. Stawki za klik nie oszałamiają i generalnie podobnie jak w przypadku Adsense liczone są w groszach, ale ziarnko do ziarnka, a także i tutaj można wreszcie zrobić sobie wypłatę (po uciułaniu 100 złotych).

Sprzedaż powierzchni reklamowej na stronie – boksy reklamowe

Najłatwiej jest sprzedawać powierzchnię reklamową na swojej stronie za pośrednictwem platform do sprzedaży reklam. Taką możliwość oferuje wspomniany wyżej Adkontekst (boksy Adkontekst), jak również platforma AdTaily.pl. Specyfika AdTaily polega na tym, że posiadacz serwisu www samodzielnie ustala cenę za dzienną emisję reklamy w wydzielonym boksie. Narzędzia AdTaily pomagają wybrać optymalną stawkę z punktu widzenia popularności naszej witryny, ale teoretycznie możesz zażyczyć sobie nawet 50 złotych za dzień, mając „tylko” tysiąc wyświetleń dziennie. Pozostaje oczywiście pytanie, czy w tym przypadku podaż spotka się z popytem.

Programy partnerskie

Zarabianie na polecaniu czyli inaczej mówiąc program partnerski jest teoretycznie sytuacją typu win-win, choć przy niewielkim ruchu na stronie generalnie jest to opcja zdecydowanie bardziej korzystna dla promowanego przez Ciebie produktu/usługi/sklepu internetowego czy serwisu. W PP chodzi mianowicie o to, aby nie tylko skłonić użytkownika do kliknięcia w banerek umieszczony na twojej stronie, ale jeszcze np.: rejestrację w formularzu zgłoszeniowym, założenie konta lub dokonanie zakupu. Jednym słowem już sama nasza strona powinna zachęcać do skorzystania z oferty naszego partnera. Czy w ten sposób nie odejdziemy nieco od tematu naszej witryny albo nie zaczniemy się bawić w nachalne treści sprzedażowe, to już zależy od Twojego wyczucia i umiejętności. Autor niniejszego wpisu radzi jednak szerokim łukiem omijać programy partnerskie połączone z marketingiem wielopoziomowym, gdzie konieczne jest ponadto wniesienie aportu finansowego (dokonania zakupu zestawu startowego). Zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim etyczności tego rodzaju postępowania.

Smutna prawda czyli Bez pracy nie ma kołaczy

Nie istnieje coś takiego jak zarabianie bez pracy. No dobrze, prawie nie istnieje. Ta sytuacja dotyczy tylko niewielkiego procenta dzieci baaaardzo bogatych rodziców (Paris Hilton?), gdzie pracą zajmują się inni, bo interesy są już dawno rozkręcone i działają bardzo sprawnie. Nie oznacza to bynajmniej świętego spokoju do końca życia, patrz światowy kryzys finansowy, ale na pewno znacznie ułatwia start w życie. Wszyscy inni niestety muszą się najpierw porządnie urobić albo trafić w genialną niszę, aby rzeczywiście mieć dochody pasywne na przyzwoitym poziomie. Dobra wiadomość jest taka, że z czasem pracy tej jest faktycznie mniej. Być może nawet nie będą się mogły o tym przekonać dopiero Wasze dzieci.