Promocja, czyli Freelancer bez pracy

Freelancer pełną gębą raczej nie ma żadnych innych dochodów poza wynagrodzeniem ze zleceń (czyt. odsetki z kapitału, choć chyba wszyscy do tego dążymy, pensja z etatu, kieszonkowe od rodziców etc.). Jeżeli więc przez jakiś czas nie mamy nowych zleceń, może nam się w głowie zapalić czerwona lampka. O Boże, Boże, z czego ja zapłacę rachunki!!!! AAAAA!!!!!! Tak, tak. Czasem nie jest z tym łatwo, zwłaszcza na początku samodzielnej pracy w domu. Niestety nie wszyscy mają nerwy ze stali i bywa, że panika przysłania nam racjonalną ocenę sytuacji. Do czego to prowadzi?
nie martw się
zdjęcie pochodzi z flickr.com

Powiedzmy, że masz kilka zapytań, ale nic z tego nie wynika. Myślisz sobie: „Jestem za drogi.” W tej sytuacji prawdopodobnie duża część z nas zacznie obniżać ceny oraz rzucać się na portale ze zleceniami, oferując śmiesznie małe stawki, aby tylko wygrać jakiekolwiek zlecenie i mieć jakąś pracę, która odwróci „złą passę”. Jednak obniżanie cen podczas braku zleceń nie zawsze jest dobrym pomysłem. Doświadczenia freelancerów z długim stażem pokazują, że zlecenia przychodzą sezonowo i najczęściej stadami (czyli albo zbijasz bąki, albo przez kilka dni śpisz po 3-4 godziny). Nierzadko skorelowane z okresami ferii zimowych, wakacyjnych urlopów i gwałtownego zamykania budżetu w listopadzie-grudniu. Na początku może być naprawdę trudno wytrzymać tę presję, a przede wszystkim brak kasy, ale po jakimś czasie zaczynamy uświadamiać sobie, że zlecenia jednak przychodzą (pod warunkiem wszakże, że po twojej stronie nic się nie zmieniło i jakość pracy jest nadal bez zarzutu). Lepiej też radzimy sobie z robieniem zapasów na chudsze miesiące. Jeśli mimo wszystko nie wytrzymujesz psychicznie, być może czas poszukać etatu…

Oto kilka porad pomocnych podczas „chudego” okresu:

  1. Nie panikuj: jeżeli zawsze oddajesz najlepszy produkt (usługę) klienci wrócą, a jeszcze przyprowadzą nowych.
  2. Obniżanie cen ma sens, ale tylko w rozsądnych granicach (5-10%) i dla klientów perspektywicznych. Tnąc cenę w przypływie rozpaczy o połowę wysyłamy sygnał, że jesteśmy zdesperowani i weźmiemy wszystko za obojętnie jaką cenę. Błąd ten popełniają zwykle freelancerzy z krótkim stażem, co stawia ich od razu na pozycji słabszego, na którym można wymóc kolejne ustępstwa.
  3. Siedzenie i nic nie robienie jeszcze nikomu nie pomogło. Nawet gdy nic nie masz niczego do zrobienia dla klientów (czyt. za czyjeś pieniądze), pracuj nad swoim blogiem, zrób coś jako wolontariusz, poszukaj jakiegoś ciekawego szkolenia (optymalnie za friko) itp. Generalnie zasada jest taka, żeby pracować, aby nie wypaść z drygu, a przy okazji wzbogacić portfolio lub nauczyć się czegoś nowego.
  4. W okresach kiedy masz zlecenia, odkładaj (a przynajmniej staraj się odkładać) część zarobków na czas, kiedy pracy nie masz. Idealnie byłoby mieć odłożoną kasę na kilka miesięcy życia, ale, jak dobrze wiemy, wcale nie jest to takie łatwe, zwłaszcza na początku. Jeżeli uda nam się odłożyć choć na miesiąc życia bez zleceń, to już jest to spory sukces.
  5. Szukaj zleceń. Portale ze zleceniami (ale pamiętaj o tym, żeby cenić swój czas i wiedzę), kontakty z firmami, dawni klienci, do których możesz napisać proponując im jakiś nowy pomysł – a nuż chwyci i od razu będziesz mieć co robić. Pracuj jako handlowiec sprzedający swój potencjał i wolne moce przerobowe. Nie zrażaj się niepowodzeniami, zostawiona oferta, nawet jeżeli w danej chwili nie skończy się zleceniem, jest reklamą, która może w przyszłości przynieść zyski.

Najważniejszy jest spokój (oraz oczywiście Polska). Jeżeli ulegniemy panice, rzucając się na słabo płatne i niezwykle upierdliwe zlecenia, zbierzemy wprawdzie najprawdopodobniej dużo zamówień, ale za sporo niższe stawki. Oznacza to, że będziemy pracować przynajmniej dwa razy dłużej, aby utrzymać nasz stały poziom dochodów, a w rezultacie nie będziemy mieli czasu na naszych stałych klientów, płacących więcej (a że wkrótce przyjdą, to więcej niż pewne). W najgorszym przypadku stali klienci odejdą zniecierpliwieni czekaniem, a zostaną nam tylko klienci płacący połowę, którym czas oczekiwania na nasze dzieło osładza kwota na umowie/fakturze. Z kolei, gdy podwyższymy cenę, znakomita większość z nich także odwróci się na pięcie, czyli całą zabawę ze zdobywaniem klientów możemy zacząć od początku.

A zatem ostatnia rada: najwyższa jakość naszych usług i dotrzymywanie terminów zawsze zapewni nam przypływ gotówki. Czasami trzeba tylko trochę zaczekać.